Dragenor - 2011-03-14 19:28:43

Gdzieś w Górach Zmierzchu wznosi się posępne Miasto Mrocznych, zbudowane i zamieszkiwane przez największych wrogów Starszego Ludu, czyli Mroczne Elfy właśnie. Władcą miasta jest niejaki hrabia Ogrimorr i z wieści, jakie stąd docierają na wschód, wiadomo, że rządy jego są krwawe i bezlitosne... Na brudnych ulicach, którym bliżej jest do rynsztoku, niźli do tego, czym zapewne być miały w pierwotnym założeniu, pełno jest wychudłych żebraków, bezpańskich psów, czy wygłodzonych kotów, od których ci pierwsi naprawdę niewiele się różnią. Nad miastem wznoszą się wieże potężnych nekromantów, z których co i rusz błyska jakaś czerwona błyskawica, świadcząca o rzeczach, jakie muszą się tam dziać... Obok centrum, stanowiącego zlepek koślawych, ledwo stojących budynków, przyklejonych do wielkiej, monstrualnej wręcz świątyni Curpsusa, znajdują się koszary, miejsce, gdzie szkoli się nowych żołnierzy, gotowych oddać swe życie w imię Czarnego Boga. Zaś co do samej świątyni... Oto miejsce, w którym ongiś setki niewolników były poświęcane w ofierze dla Czarnego Boga. Odprawiano tutaj przerażające rytuały, a w centralnym miejscu ołtarza znajdował się Czarny Kryształ, z którego emanowała aura zła. Legenda głosi, że w momencie obalenia Proroka Zagłady, będącego awatarem Curpsusa, pozwalającym mu istnieć w tym skalanym śmiertelnością świecie, w Bitwie Krwawych Łez kryształ rozpękł się na dwa kawały, które podobno po dziś dzień znajdują się na swym dawnym miejscu, a ten kto ich dotknie, zostanie porażony i wpadnie na wieki w otchłań rozpaczy, nie mogąc umrzeć i będąc zmuszonym czekać na powrót swego nowego pana. Teraz Mroczne Sanktuarium zarosło chwastami, a mury dookoła ołtarza zawaliły się, jednak wciąż widać kręgi gigantycznych fundamentów budowli, które tworzyły (i nadal tworzą) makabryczną świątynię i niezdobytą twierdzę. Pogłoski mówią, że w rozległych podziemiach wciąż czyha jakieś zło, z kolei na powierzchni wciąż jeszcze napotkamy wielu posępnych kapłanów Curpsusa, gotowych wyrwać nam serce w ofierze swemu bóstwu...

Rken:

Pustka. Okropna, czarna pustka, promieniująca jakąś dziwną, niemniej jednak fascynującą Cię aurą. Była ona jakby utkana z Mocy, a może to po prostu ONA była Mocą... Byłeś w niej zawieszony, nie mogłeś się zdobyć choćby na jeden mały ruch. Czułeś, jakby ktoś Cię wrzucił do jakiejś ciemnej, przy czym niezwykle gęstej cieczy. Wtem w Twej głowie rozległ się potężny, przyprawiający o dreszcze głos, który potoczył się po niej echem, jakby mieściła w sobie cały wszechświat:
-A więc gotów jesteś wrócić...-usłyszałeś jeszcze, nim coś z ogromną siłą porwało Cię ze sobą. Pędziliście tak przez eter, który powoli jął przybierać bardziej znane Ci kształty. Zaraz... Czy to nie Góry Zmierzchu, tam, w dole? Wszystko się rozmazało, mimo, iż nie czułeś, że pędzisz. Ty... Ty nic nie czułeś. Do czasu. Do czasu, aż nie uderzyłeś plecami o coś twardego, zimnego. Pomacałeś ręką wokoło. Był to kamień.

Rkendor - 2011-03-21 07:39:15

Co to, zimny kamień? - przemknęła myśl przez umysł niedawno jeszcze umarłego.
- Hyyyyyyyy - rozległ się odgłos, pochodzący z gardzieli wracającego do świata żywych Rkendora, gdyż zorientował się on, że wydostał się z pustki.
Jeśli Mroczny Elf może przeżyć szok to właśnie teraz on nastąpił.
Po długiej chwili młody nekromanta znów poruszył się, chciał zobaczyć co znajduje się dookoła niego.

Dragenor - 2011-03-21 07:48:28

Obraz był zamazany, niewyraźny, zaraz jednak jął przybierać bardziej "ludzkie" kształty. Ołtarz
z czarnego kamienia... Dziwne, obsydianowe posążki w rogu komnaty... O tak, teraz to poznałeś. To musi być chram Czarnego Boga...

Rkendor - 2011-03-21 07:53:10

Co jest... - trzeźwiej pomyślał Rkendor, ale zaraz zaczął przypominać sobie wcześniejsze wydarzenia, które zaczęły tworzyć coraz realniejsze wspomnienia.
A więc jestem na ołtarzu mego boga Curpsusa?W ofierze mnie składają?! Niee... umarłem... i wróciłem...  - potok myśli zatrzymał się. Nekromanta usiłował dokładniej przyjrzeć się otoczeniu. Spróbował zbadać, czy ma przy sobie jakiś ekwipunek.

Dragenor - 2011-03-21 14:10:24

Niestety, nie miałeś nic na sobie, o czym dobitnie przekonałeś się, gdy poczułeś chłód tego miejsca. Zacząłeś rozglądać się uważniej wokoło. Pierwszym, co rzuciło Ci się w oczy, był fakt, że to, na czym leżałeś, nie było ołtarzem ofiarnym, jeno miejscem wskrzeszeń. Ty zaś leżałeś pośrodku sporej, obsydianowej płyty, której tafla zdawała się być gładka jak lustro. Nad nią górował sporych rozmiarów posąg Czarnego Boga, spoglądający swoimi niewidzącymi (chociaż kto wie...) oczyma na tereny, jakie miał u swych stóp. Poza tym zauważyłeś, że ta surrealistyczna, dawno już chyba ruiną będąca komnata jest chyba główną nawą świątyni, którą poznałeś jako tą w Górach Zmierzchu. Jej sklepienie, niknące gdzieś w ciemnościach, było od czasu do czasu rozświetlane smugą jakiegoś światła, chyba solarnego. "To pewnie słońce" stwierdziłeś, i zaraz też zrozumiałeś, jak bardzo chcesz skryć się gdzieś w cieniu, przed oczami innych. Nie czułeś bólu, jednak uczucie nagości i chłodu, wynikającego z tego pierwszego dawało Ci się we znaki, do tego jeszcze nie do końca przyzwyczaiłeś się do swojej starej-nowej powłoki cielesnej. Wydawało Ci się, jakbyś był teraz na pograniczu materii i eteru. Nadal wydawało Ci się, że jesteś jakby zawieszony w jakiejś dziwnej cieczy, choć czułeś też bodźce ze świata zewnętrznego. Cóż, może to i minie...

Rkendor - 2011-03-21 16:15:10

Rkendor chciał odrzucić myśli o swym stanie, ale nie mógł.
Powrót z zaświatów nie jest przyjemny... hm, jednak całkowicie inaczej wyobrażałem sobie ten proces
- zastanawiał się powstały z zaświatów, jednocześnie niezgrabnie wymachując ręką.
Duch ten sam, ale powłoka jednak nowa, przywyknąć będzie trudno... chociaż trzeba się przyzwyczaić, jakkolwiek by mi się to nie podobało, w końcu zawsze lepiej chodzić po ziemi niż być zawieszonym gdzieś w próżni, gdzie energia trzyma jaźń na jakimś nierealnym poziomie. Już ta chwila pobytu w otchłaniach to za dużo dla mnie. Zresztą z tego co wyczytałem w księgach, tam czas nie istnieje tak jak w Isellonie.
Cholera, ile ja tam tkwiłem. I ciekawe czy jestem teraz tam, gdzie myślę że jestem. Bo na ten obrzydliwie zazieleniały Lasek w niejakich Hrabstwach to mi to miejsce nie wygląda. Mhm, jak ktoś opuści wieżę bez pytania, to się widać o tego kogoś nikt nie martwi? Mhmm, a myślałem, że spróbują mnie dopaść, tamci nekromanci, ale jakby wysłali kogoś za mną, to przecież bym nie wylądował w tym miejscu. Zresztą kogo mieli wysłać, spróchniałego kościeja, czy może gnijącego przez  wieki trupa... Zostałem wskrzeszony nie w lesie, ale w świątyni. Chyba. To tamci nic nie wiedzą. Ale lepiej było być dalej od nich niż bliżej. A to miejsce, w którym teraz jestem wygląda bardziej znajomo niż obco.
Czarnoksiężnik uporządkował chyba swoje sprawy, to pomrukując, to zastanawiając się w ciszy.
Komnata w której się znajdował przytłaczała go, chcąc jakby zgnieść liche jestestwo robaka, który nikczemnie postanowił zakłócić spokój świątyni.
Rkendor znów począł wodzić wzrokiem dookoła, postanawiając się upewnić, czy aby na pewno nikogo nie ma w pobliżu. I trzeba było opuścić to miejsce, ponieważ kamienny blat, wprawdzie piękny w przebłyskach słońca, był diabelsko zimny, takie odczucie miał wskrzeszony. Nagle wzrok czarownika spoczął na gigantycznym posągu,  wtedy odrodzony zrozumiał swój błąd i opamiętał się.
Natychmiast więc począł wznosić żarliwe modły do krwawego boga, dziękując za wskrzeszenie i nową szansę, a także za to, że marny sługa został wyzwolony od bezkresów nicości.

Dragenor - 2011-03-21 17:54:45

Modliłeś się długo i zajadle. Słowa Twe, zawierające w sobie zarówno podziękę, jak i uwielbienie, odbijały się echem od pustych murów katedry, niknąc gdzieś w jej nieprzebytych ciemnościach. Odpowiedziała Ci cisza, choć poczułeś, że mroczna energia, którą przepełnione jest to miejsce, jakby zagęszcza się, przybierając jakąś postać... Zaraz... Co to za ptak, o tam, w górze? Wygląda na to, że leci prosto na Ciebie!

Rkendor - 2011-03-21 19:43:58

Modlitwy dały nowe siły czarnoksiężnikowi, który jednak po chwili poczuł się nieswojo.
Mroczny nagle dojrzał jakiś cień w górze, który zbliżał się bardzo szybko.
- Na złe siły, co to znowu jest. Leci prosto na mnie. - stwiedził w myślach Rkendor.
Nekromanta spróbował powstać z ziemi.

Dragenor - 2011-03-21 20:33:10

Okazało się, że jest to ptak, kruk dokładniej, co jednak poznałeś dopiero wtedy, gdy wylądował z łopotem skrzydeł swoich u zbolałych stóp Twoich, i zakrakał złowieszczo, wpatrując się w Ciebie swymi małymi oczkami. Lecz nie były to zwykłe oczy, jeno sporych - jak na kruka - rozmiarów, pokryte bielmem ślepia, świdrujące Cię na wskroś. Aż podskoczyłeś, gdy ptak przybrał bardziej humanoidalną postać, wciąż jednak mającą w sobie coś z drapieżnika, czy raczej padlinożercy o drapieżnym wyglądzie. Demon przeciągnął się, aż strzeliło mu coś w plecach, i podszedł parę kroków w Twoją stronę. Z trudem powstrzymałeś się przed bezwiedną ucieczką, a to z powodu ogromnej mocy, jaka od niego biła. Czułeś, jak przenikała na wzkoś Twoje ciało, napawając je tępym bólem. Aż się skrzywiłeś z tej okropnej boleści..
-Witaj, śmiertelniku.-głos demona był chrapliwy, suchy, świszczący, zapewne przez to, że nadal posiadał on duży, zakrzywiony dziób o smolistym odcieniu, zdolny do rozpłatania komuś gardła w kilka sekund. Wzdrygnąłeś się na myśl o tym, sam przecież dopiero co straciłeś w tenże sposób życie... A może to było całe eony temu?
-Zwrócono ci życie.-demon jakby czytał Ci w myślach, choć może rzeczywiście tak było, bo odkąd na Ciebie spojrzał, cały czas czułeś w swym umyśle jakąś mroczną obecność...
-Teraz przyszedł czas na zapłatę. O tak, nic się tu nie dzieje za darmo. I taka jest właśnie moja rola - długi, długi i jeszcze raz długi. Duszy, oczywista.-pokraka charknęła ohydnie i splunęła na ziemię jakąś ciemną mazią, po czym kontynuowała swą ponurą przemowę, a to następującymi słowami:
-Cholera, to wasze przeklęte powietrze...-mówiąc "wasze", istota miała zapewne na myśli całą planetę oraz wszystkich jej mieszkańców, nie tylko sam Durgemn. Kto wie, z jak daleka może ona pochodzić? Ptak zaśmiał się chrapliwie i znów dał Ci dowód na to, że musi on czytać w Twoich myślach:
-Dobrze myślisz, żywotny, pochodzę z daleka. Z takiego zadupia, że to miejsce mogłoby być jeno przedsionkiem do piekła, jakim jest tamto. Wyobrażasz sobie?-wzdrygnąłeś się na samą myśl, jakim "zadupiem" musi być tamto miejsce. I na kolejny wybuch jego obłąkańczego śmiechu, brzmiącego, jakby ktoś wziął dwa zaostrzone odłamki metalu i jął nimi o siebie pocierać.
-Jedyne, co musisz zrobić, by zapłacić za zwrócone życie, i odpokutować swą przegraną w walce z wrogiem, to popytać tam, w tym mrowisku-wskazał w stronę zabudowań miejskich, które dopiero teraz dostrzegłeś przez liczne wyrwy w murze katedry-o niejakiego Pothrina Starego, jednego z Oświeconych. O tym, kim oni są, czym się zajmują, oraz jakie będzie Twoje nowe zadanie, dowiesz się już od niego samego. Tymczasem - żegnaj, śmiertelniku. Obyś następnym razem, gdy będziesz walczyć z wrogiem, zdołał zabrać ze sobą na tamten świat tak wielu kochasi drzew, ilu tylko zdołasz, nim znowu poderżną ci gardło!-demon zaśmiał się, po czym odszedł w ciemność, po drodze nie omieszkając się odgryźć głowy wielkiemu, spasionemu szczurowi, który miał nieszczęście przebiec pod jego nogami.
-Wojna, wojna, ptactwo wabi, trupi fetor kusi smakiem, świeże ciało i mnie zwabi, bo ja jestem takim ptakiem.-usłyszałeś jeszcze z oddali starą, nekromancką przyśpiewkę. Zostałeś tak sam pośród ruin katedry, sam ze swoimi myślami, nie mniej czarnymi, jak ciemności, jakie tu panowały.

(I niech mi ktoś jeszcze powie, że ten PBF to tylko krótkie, ledwo 3 linijkowe posty ;p.)

Rkendor - 2011-03-29 18:13:18

( taa :D )

Rkendor zaś wciąż stał w bezruchu  pośród ruin, minęła długa chwila, nim się poruszył.
- Poszedł sobie? Poszedł... - myślał mroczny elf - to był demon i to nie byle jaki... będę takie przywoływał... kiedyś... arrrgh, zimno kłuje, ale to pewnie przez czarną magię  tamtego... słabe moje moce jeszcze są, że te piekielne pomioty mogą odczytywać moje myśli... wszystko wie...
Czarnoksiężnik zszedł z obsydianowej płyty, pierwszy raz od zmartwychwstania dotykając ziemi, spękanej ziemi Durgemn. Pełną piersią wdychał także znajome powietrze, rozpoznając zapachy mrocznej krainy.
- Hmm, pomyślmy... - zaczął zastanawiać się Rkendor, jednocześnie rozglądając się dookoła, czy jednak żadne stworzenie go nie obserwuje - bardzo mnie interesuje jedna rzecz, bardzo, od kiedy diabły piekielne wysuwają takie żądania za wskrzeszenie. Wystarczy tylko iść do miasta? Niewiarygodne. Minęły widać stare czasy. I ta przyśpiewka. Mhm, na potęgę Curpsusa, knują jakąś wojnę tutaj, i pewnie każdy im potrzebny do walki.
Wojna... i dobrze... bardzo dobrze.
Ciekawe czy miasto mroku wygląda tak źle, jak opowiadano... trzeba wyjść zza tego muru...
... cóż, chyba pójdę do tego miasta... i tak nie mam wyboru, albo mnie demony zakatrupią, albo bestie na pustkowiach zarżną, albo mnie tu jakieś świętokradcze zbiry znowu zabiją... Oświeceni, oświeceni, jeśli to ci nekromanci, co im zwiałem...
- Taa, jeszcze by mi się jakieś ubranie przydało... - ostatnie zdanie elf wypowiedział na głos.
Na koniec zaś nekromanta postanowił wyjść z kręgów ruin, jednocześnie zaś podniósł prawą pięść i pogroził nią w kierunku wschodu.
- Jeszcze was dopadnę, skurwysyny - rozległ się chrapliwy głos w świątyni.

Dragenor - 2011-03-29 18:36:09

... I omal nie podskoczyłeś, gdy jak na zawołanie pojawiła się u Twoich stóp czarna, pachnąca jeszcze nowością szata. Idealna. Wiedziałeś, że tego Ci właśnie trzeba. Po prostu nie sposób było jej nie założyć...

(151617070137616 linijek!)

Za wzorowe odgrywanie postaci:
+5 Punktów Doświadczenia!

(I oby tak dalej ;p.)

Rkendor - 2011-03-29 18:55:38

Rkendor podniósł szatę, wielce się dziwiąc jej nagłym pojawieniem się .
- No no, ładne, nie powiem. A prawie bym zadeptał - rzekł do siebie elf.
Natychmiast więc nie bacząc na nic, zabrał się do wdziewania ubrania.
Wyglądało idealnie.
Nekromancie powrócił dobry humor, począł więc po chwili z szyderczym wyrazem twarzy wymawiać cały znany mu legendarny ekwipunek, oraz począł opisywać swój medalion.
A nuż złe moce ześlą mi coś jeszcze w prezencie? - myślał mroczny.

Dragenor - 2011-03-29 19:13:03

Założyłeś szatę. Ta jednak, miast swobodnie powiewać na wietrze, jaki hulał sobie ze świstem po ruinach, natychmiast przyległa do Twojego ciała, tak, że odniosłeś wrażenie, jakbyś właśnie zyskał sobie drugą skórę. Nim zdążyłeś pomyśleć, czyja to może być sprawka, to znajomy, obłąkańczy śmiech, jaki przetoczył się wśród zmurszałych murów Katedry, wnet rozwiał Twoje wątpliwości...
- Teraz już mi nie umkniesz, głupcze! - usłyszałeś jeszcze, nim samotne ptaszysko wzbiło się w przestworza.

Rkendor - 2011-03-29 19:56:14

- ZOBACZYMY! - ryknął Rkendor w przestworza, wściekły na siebie.
W powietrzu rozległy się dziesiątki przekleństw.
Mroczny ruszył w kierunku najbliższego muru i postanowił rąbnąć w niego głową, chcąc się opamiętać.
Spróbował też zedrzeć szatę, może jeszcze nie wszystko zostało stracone...

Dragenor - 2011-03-29 21:30:39

(Nie czytałeś nigdy "Dziedzictwa krwi" Richarda A. Knaaka? xD)

Oto jednak Mroczny ruszyć się nie zdołał, bowiem ta przeklęta szata w jakiś niewypowiedziany sposób skrępowała jego ruchy, i to tak, że omal się nie wywrócił...

Rkendor - 2011-03-30 18:00:37

Nie spodobało się to Rkendorowi. Bardzo mu się to nie spodobało.
Nie było jednak czasu na ubolewanie nad zaistniałą sytuacją.
Nekromancie zdawało się, że czarne moce coraz głębiej zapuszczają swoje korzenie, dążąc do całkowitego opanowania tego, którego złapały w swe diabelskie sidła. Chociaż może to wrażenie było tylko wynikiem odczuwanego osaczenia.
W każdym razie mroczny nie miał zamiaru poddać się tak łatwo.
- Trzeba podjąć walkę póki jest jakaś nadzieja. A tamtemu wypruję kiedyś flaki, jeśli posiada jakieś.
- stwierdził w myślach Rkendor.
Nie miał zamiaru być sługusem jakiegoś podrzędnego demona.
Zdawał sobie jednak sprawę, że obecna sytuacja najprawdopodobniej przyniesie katastrofalne skutki w przyszłości.
Jeśli mogło to być jeszcze możliwe, czarnoksiężnik spróbował się skupić, chcąc wykorzystać swe moce, by uwolnić się, zablokować myśli przed wrogiem, zrobić cokolwiek, nawet jeśli jego własna energia miałaby go rozerwać.

Dragenor - 2011-03-31 06:22:25

Zebrałeś myśli, skupiłeś się na celu. Ten jednak nie nadszedł, bowiem czego byś nie próbował, to szata jakoś zejść nie chciała... Tymczasem Ty sam poczułeś, jak coś pcha Cię delikatnie na wschód, w stronę czerniejącego na stoku gór miasta, które wydawało się teraz jeno zlepkiem jakiś prymitywnych, drewnianych chałup, wśród których czasem tylko wznosiła się jakaś nekromancka wieża, co i rusz posyłająca w niebo czerwone błyskawice. Wyglądało na to, że nie możesz uciec od swojego przeznaczenia. Wyglądało na to, że musisz iść...

Rkendor - 2011-03-31 12:50:41

- A nie wyglądało kurwa niebezpiecznie...
Gdy Rkendor mimowolnie zaczął podążać w kierunku miasta, wściekłość powoli zaczęła ustępować rezygnacji.
Jakkolwiek by się wysilał, klął lub plwał, ta czarna opoka nie chciała ustąpić. Taki stan rzeczy nie podobał się nekromancie, choć przez chwilę uznał to za nawet zabawne...
Zdawało mu się, że może w każdej chwili zmienić kierunek, ale wciąż szedł naprzód.
Czy jego ciałem kierowała całkowicie szata, czy już po prostu sam chciał iść do wyznaczonego celu, ostatecznie nie oponując zmierzał w kierunku widniejących na horyzoncie wież i oblegających je chałup.
Nagle nastąpił przypływ złości, w którym myśli skierowały się na nowy tor, Rkendor postanowił przypomnieć sobie wiadomości o znanych mu klątwach, zapewne szukając odpowiedzi, jaka siła mogła zawładnąć jego ruchami.
- Musi być jakiś sposób, musi. Co to ma być, ja noszę ubranie nie ono mnie.
Cholera!
To jakieś szaleństwo!
Nie pójdę tam!

Dragenor - 2011-03-31 18:18:18

Na Twe bezsilne krzyki odparła jeno martwa cisza, bowiem szata nieodparcie wiodła Cię dalej... Wkrótce postrzępione skały ustąpiły miejsca żwirowej równinie, na której poczęły pojawiać się pierwsze, ledwo trzymające kupy chałupy. W kilku paliło się światło, lecz na zewnątrz zionęło pustką. Dziwne... w miastach zachodu nawet nocą panował ciężki do zniesienia gwar. A tu... cisza. Czasem tylko jakieś czerwone ślepia wyjrzały z którejś z dymiących się dziur, czasem coś zawyło w ciemnościach, ale poza tym okolica wydawała się wymarła.

Rkendor - 2011-03-31 18:41:20

Czarna postać bezsilnie wodziła oczyma od jednej chałupy do drugiej.
- Szata trzyma się jak cholera, ciekawe czy jakby mnie obdzierali ze skóry, to by to coś zlazło ze mnie...
Czego ten piekielny pomiot chce. Cholerny las, nie miał mnie kto poratować, bym nie wylądował prosto w łapy tamtej demonicznej pokraki. A czytaj sobie moich myślach czytaj. Przyjdzie jeszcze na ciebie pora.
Myśli wędrowca nie były wesołe.
Zdawało mu się, że znalazł się już na przedmieściach mrocznego miasta, o ile można je było nazwać miastem.
Liche chałupy rozpadały się na oczach przybysza, było pusto i panowała śmiertelna cisza, żadnych strażników, tylko czekać, aż zza jakiejś sterty gruzy wychynie jakaś monstrualna poczwara. Ta szata przynajmniej zbroją by być mogła, no chyba że jej moc jest jeszcze potężniejsza niż się teraz wydaje.
Coś wyło w  ciemnościach, tu i tam widać było czerwone ślepia, które jakby wypatrywały ofiary.
Tutejszy władca rządzi miejscem "idealnym" dla "zła", cichym i czarnym grobowcem, w którym miast szkieletów błąkają się żebracy. Chodź kto wie, co w takim miejscu może się wałęsać po nocy - kpił sobie w myślach czarnoksiężnik.
Rkendor wciąż ponuro spoglądał na spowite ciemnością marne krajobrazy.
Chyba postanowił nie sprzeciwiać się i zobaczyć, gdzie zaprowadzi go wredne i uparte ubranie, wszakże i tak nie mógł nic innego zrobić, jak iść tam gdzie klątwa zaprowadzi.

Dragenor - 2011-03-31 19:22:19

Chałupy już wkrótce zaczęły "rosnąć" gęściej, poczułeś też smród, bijący od miejskiego rynsztoka, gdy Twe gołe nogi zastukały już o bruk. To dziwne, mimo, iż miałeś na sobie tylko tę przeklętą szatę, nie było Ci już zimno. Tymczasem, ujrzałeś już pierwszych Mrocznych, chodzących ciemnymi ulicami miasta, do którego właśnie wkroczyłeś. Panowała tu bieda, głód i smród, o czym wnet się przekonałeś po ledwie kilku spojrzeniach. Ponura, monotonna okolica zdawała w ogóle się nie zmieniać, w końcu jednak droga zaczęła wznosić się w górę, aby wreszcie doprowadzić Cię przed spory, kamienny budynek. Błysnęło, gdzieś trzasnął piorun. Wzdrygnąłeś się na widok ponurych gargulców i starej, dawno już zardzewiałej bramy. To chyba tu...

Rkendor - 2011-03-31 21:30:30

- Więc to tutaj... Nie wygląda to ciekawie... - stwierdził mroczny.
Przeczucie podpowiadało mu , że lepiej się nie zbliżać do wielkiego, kamiennego budynku, lecz zaklęta szata zapewne postanowiła sobie co innego.
Rkendor odniósł wrażenie, że te "pokurczone i pokrzywione" gargulce naśmiewają się właśnie z jego losu, zapraszając kpiąco przybysza, by przekroczył bramę.

Dragenor - 2011-04-01 07:06:40

Twoje przypuszczenia zaraz znalazły swe miejsce we wszechświecie, gdy Twa ręka wystrzeliła w stronę brudnej klamki, wnet ją otwierając. "Ruszyłeś" jakąś zaniedbaną ścieżynką ku domowi. Ogród niewiele się różnił od otaczających go terenów, no, może rosło tu parę ziół więcej. Znów trzasnął piorun, a Ty, czy raczej Szata, chwyciłeś mosiężną kołatkę w kształcie głowy bestii i zastukałeś nią kilkukrotnie, tak, że aż echo poniosło się po okolicy. Zza drzwi, choć dopiero po dłuższej chwili, usłyszałeś zbliżające się kroki.

Rkendor - 2011-04-01 16:28:23

- Ciekawe czy to coś zacznie jeszcze za mnie gadać... - myślał Rkendor wsłuchując się w odgłos zbliżających się kroków.

Dragenor - 2011-04-01 18:49:49

Kroki odbijały się echem gdzieś wewnątrz budynku, widocznie tamten ktoś lub coś szło właśnie jakimś dużym, reprezentacyjnym pomieszczeniem. Owszem, pomieszczenie to było duże, choć "reprezentacyjne" to może trochę inaczej, o czym dobitnie się przekonałeś , gdy wrota uchyliły się nieco z piskiem starych zawiasów, na tyle, na ile pozwalał łańcuch zamka. Zza nich wyjrzała jakaś ciemna, zakapturzona postać. Co ciekawe, jej szata zdawała się być identyczna jak Twoja...
- Witaj w przybytku zatraconych. Jak ci było na imię w... poprzednim życiu? - w jej chrapliwym, trupim wręcz głosie dostrzegłeś coś jakby nutkę ironii...

Rkendor - 2011-04-01 18:58:48

Rkendor zerknął z ukosa na postać, która pojawiła się przed nim.
Nie miał na razie zamiaru odpowiadać na postawione pytanie.
Spróbował dojrzeć, jak wygląda pomieszczenie znajdujące się za "witającą" go maszkarą.

Dragenor - 2011-04-01 19:21:56

Były tam jakieś ciemne schody, to na pewno, z sufitu zwisał smętnie powykręcany w jakieś niezwykłe wzory żyrandol, którego ramiona zakończone były ostrymi jak brzytwa, stalowymi szpikulcami (na kilku nawet kogoś chyba nabito), zaś pod nim szumiała ponura fontanna, przedstawiająca oblicze Czarnego Boga. W fontannie nie płynęła jednak zwykła woda, jeno świeża posoka. Jej słodki zapach dolatywał aż tutaj... Całości dopełniało upiorne, krwistoczerwone światło, mające tą a nie inną barwę przez witraże o tej samej barwie, przez które wpadało tu zniekształcone światło księżyca.
- Gadajże, przybyszu, póki jeszcze nie urżnęliśmy Ci języka... - ponaglił tamten. Jego "poczucie humoru" niezbyt przypadło Ci chyba do gustu...

Rkendor - 2011-04-01 21:44:26

- Ależ jakie by to było niefortunne... już bym nic nie mógł powiedzieć, czyż nie? - rzekł przez zaciśnięte zęby Rkendor, jednocześnie spoglądając za ramię istoty.
- Ciekawe, ciekawe - wymruczał oglądając upiorne wnętrze.
Bargander postanowił chyba robić dobrą minę do złej gry.
- "Nieźle" się tu urządziliście...
...ileż to zachodu, żeby mnie tu zaprowadzić, wskrzeszać, wysyłać po mnie demona, wykląć "piękną" szatę która mnie tu zaprowadziła jak po sznurku. Bardzo ciekawe, czemu zawdzięczam takie "zaszczyty", z czego tak zasłynąłem, że demony osobiście zajmują się pierwszym lepszym wędrowcem... - słowa te złapany wypowiedział tak, jakby nie kierował ich do stojącego przed nim "gospodarza", mimo że ten był przecież tuż obok.
Ciekawe co za krzywa morda kryje się pod tym kapturem - zastanawiał się w myślach Rkendor - mhm, cóż to za miejsce, ociekające złem i krwią. I to dosłownie.

Dragenor - 2011-04-01 22:17:37

- Słowa nie są jedynym źródłem informacji, bowiem to umysł każdej istoty jest niczym zamknięta księga. Trzeba tylko znaleźć sposób, jak tą księgę otworzyć, a wiedza całego wszechświata stanie przed nami otworem... - pofilozofował tamten. Jednak gdy usłyszał Twe słowa, zmienił nieco bieg rozmowy. Szarpnął drzwiami i wychylił się, łapiąc Cię brutalnie za frak. Ujrzałeś, że na twarzy ma maskę, przedstawiającą skrzywione, demonie oblicze. Jego gorejące czerwienią oczy zdawały się utwierdzać Cię w przekonaniu, że to może być prawdziwy demon.
- Zachodu?! Zasłynąłeś?! Ty?! - wykrzyknął tamten, potrząsając Tobą, jakbyś był tylko nędzną kukiełką - Ty nędzny, parszywy, rozpuszczony psie, ty zapchlony kundlu, którym podciera się byle elf! Chyba nie masz pojęcia o swojej sytuacji... Pora więc co nie co wyjaśnić, skoro nawet nasz pan nie przemówił Ci do rozumu. Jesteś tu tylko dzięki jego woli... I dzięki jego niezmierzonej łasce. Przywrócono Ci życie, jednak wszystko ma swoją cenę. Ty, ofiaro, masz jeszcze swój dług, oto bowiem dałeś zarżnąć się jak świnię, miast zginąć z imieniem Czarnego Boga na ustach! To hańba, rozumiesz?! Zhańbiłeś naszą wiarę, wszystko to, o co walczymy, zostało zhańbione twoją śmiercią! - puścił Cię wreszcie, nadal jednak dyszał z nieokiełznanej wściekłości.

Rkendor - 2011-04-02 00:08:38

- Pan?
Śmiesz się wypowiadać w imieniu Boga?
Zapewne jesteś tylko sługą tamtego demona, który opętał cię, istoto?
Wszystko zhańbiłem? Walczyć walczyłem. Że przegrałem?
Tutaj poczynacie sobie lepiej? Z dawnego miasta zostały tylko czarne wieże oblepione chałupami.
Proszę bardzo, jaka ziemia, tacy wojownicy - kpił sobie nekromanta, który chętnie urwałby łeb pokrace, która teraz nim potrząsała.
- A, ten twój "dług"... Jakież to ciekawe, na czym jego spłata miałaby polegać... - dalej pokpiwał sobie Rkendor, który pod wpływem dziwnego uczucia nie potrafił się pohamować.

Dragenor - 2011-04-02 09:22:44

Tamten nie odpowiedział. Miast tego, chwycił Cię swą kościstą ręką za twarz, i zaczął szeptać jakieś nieznane Ci zaklęcie. Nie zdołałeś złożyć choćby jednej składnej myśli, bowiem zaraz potem szybowałeś już nad miastem. Byłeś jakby ptakiem, choć nie czułeś wiatru. Zaraz... skądś już znasz to niezwykłe uczucie! Jakbyś to Ty był tym wiatrem! Ale, czy to możliwe? "Nie, to niemożliwe" odpowiedział Ci głośny, niezwykle wyraźny głos tamtego, rozlegający się bezpośrednio w Twojej skołowanej myślami głowie. "Patrz teraz, głupcze". "Patrz, co nazywasz czarnymi wieżami, oblepionymi nędznymi chałupami. Patrz, jaki błąd popełniasz, kpiąc sobie z naszych wojaków. Patrz, a może zrozumiesz" usłyszałeś jeszcze. Tymczasem tam, w dole, dostrzegłeś już pierwsze wieże... Po chwili byłeś tuż przy nich, czerwone błyskawice śmigały obok Ciebie, wokół wył i zawodził wiatr, którego jednak nie dane Ci było poczuć... Nagle znalazłeś się w środku, w jakiejś ponurej, nisko sklepionej komnacie. Czterej kapłani składali tam właśnie ofiarę z jakiejś bestii pustkowi, kwiczącej i ryczącej, gdy tylko ugodzili w nią nożem. Nagle obraz rozmazał się, zamigotał i zniknął, a Ty przed oczami miałeś teraz wnętrze jednej z tych "chałup". Stał tam niewielki posążek Czarnego Boga, a przed nim kilka postaci, omamionych kadzidłami, których zapachu nie było Ci jednak dane poczuć (mimo, iż dym snuł się tuż obok Ciebie), składało swą krew w ofierze... I zaraz też następny obraz, poprzedzony czarną, przewijającą się u Twoich stóp ziemią. Tym razem były to koszary, gdzie szkolono młodych, niedoświadczonych jeszcze wojowników. Ujrzałeś, jak kapitan, ryczący rozkazy na swych podwładnych, podchodzi do wielkiej, powykręcanej klatki, liczy do trzech, i otwiera ją. Ze środka wypadło coś ciemnego i zaszarżowało w stronę kadetów. Ci ścisnęli mocniej swe czarne, zakrzywione miecze, i z dzikim wrzaskiem ruszyli do boju. Po chwili z bestii została jedynie sterta porąbanych członków, drgających jeszcze w kałuży posoki... "Dosyć" usłyszałeś. Po chwili stałeś znów u stóp tego ponurego budynku, a tamten odjął właśnie swą rękę od Twej twarzy.
-Teraz widzisz? Teraz rozumiesz?! Oni wszyscy gotowi są zginąć już teraz, już teraz! Czym jednak różni się modlitwa potężnego patriarchy od członka lokalnego plebsu? Czarny Bóg nie patrzy na to, który bogatszy, który więcej złoży w ofierze. Dla niego liczy się żarliwość tej modlitwy... Jednak tą modlitwą jest życie. A gdy ją przerwać bez stosownej puenty, to trzeba się liczyć z tym, że pójdzie ona, modlitwa, na marne. Tak też było w twoim przypadku, rozumiesz?! - potrząsnął znów Tobą - Gdzie byłeś, gdy cię tu potrzebowaliśmy, co robiłeś, hmm? Miast siedzieć w ojczyźnie swych ojców, i odbyć tam należyte szkolenie, gdzie byłeś?! Nie powinieneś opuścić ziemi swych braci, o nie,bowiem tak nam przykazał nasz pan... Gromadźcie się, mnóżcie, a przyjdzie i dzień, w którym cały wschód spłynie morzem ognia i krwi, tak nam rzekł przed swym uwięzieniem. Czy ja śmiem?! To ty, nie ja, działałeś na przekór jego słowom, więc nie jesteś godzien... godzien tak mówić!

Rkendor - 2011-04-02 14:58:14

- A kimże jesteś ty, który interpretujesz sobie jak chcesz słowa czarnego boga?
Szkolenie tutaj? Nie wydawało mi się, że ci moi mistrzowie byli do końca szczerzy. To po pierwsze. Po drugie... "siedzieć w ojczyźnie swych ojców"... zamiast siedzieć bezczynnie, wyruszyłem mając może zamiar poznać naturę istot żyjących na wschodzie. Nie ja pierwszy tam się udałem. Nie opuściłem też tej ziemi na zawsze, do "domu" zawsze się kiedyś wraca, w następstwie różnych okoliczności.
Tamta walka wprawdzie nie poszła po mojej myśli... no, ale, powinienem jak ty twierdzisz "dokończyć swoją modlitwę". Mam się do tego zabrać sam, czy kisząc się w tej szacie?

Dragenor - 2011-04-02 16:07:08

- Musisz wiedzieć, głupcze, że ja ich wcale nie interpretuję. Wiesz w ogóle, kim są Oświeceni?! Czy masz jakiekolwiek o tym pojęcie? Nie?! Toż to sam Czarny Bóg ukazał nam, najwierniejszym jego sługom, swe prawdziwe zamiary. On ukazał nam drogę, na którą mamy nawracać tobie podobnych zwyrodnialców... A ta szata ma jedynie pomóc w tym nawracaniu. Bez niej by ciebie tutaj nie było, pewnie znów byś wyruszył na zachód, aby tam kolejne głupstwa czynić! Rozumiesz?! Twój opór jest bezcelowy! I jeszcze raz zadam swe pytanie... Jak ci było, do cholery, na imię w twym poprzednim życiu?!

Rkendor - 2011-04-02 17:41:29

- To znowu jakaś pułapka? - rzekł Rkendor, jednocześnie zastanawiając się, czy osobnik znajdujący się przed nim jest niejakim oświeconym, czy władającym klątwami wariatem.

Dragenor - 2011-04-02 19:21:39

- W pewnym sensie... - warknął tamten.

Rkendor - 2011-04-03 20:11:27

- W pewnym sensie?  - rzekł jakby do siebie Rkendor - po czym już głośno dodał, próbując patrzeć tamtemu w oczy:
Nie wiem ile prawdy w twych słowach o tym, że jesteś Oświeconym, bo nic mi o was nie było wiadomo, ale jeśli rzeczywiście jesteś tym, za kogo się uważasz, to chyba źle zabierasz się do swojej roli "świętego inkwizytora".
Po co te zasadzki na mnie, ta cała komedia? Służymy wszak temu samemu bogu, może poszanowałbyś bardziej inną istotę? Dostałem tą drugą szansę i jak ja mam ją teraz wykorzystać? Działając szczerze czy będąc uwięzionym w tej szacie? Co mi ma dać to więzienie, mam się stać bezwolną istotą wypełniającą ślepo polecenia? Bo na to wygląda. A co się stanie jak zniknie dowódca, podwładny bez woli zrejteruje, kierując się zwierzęcym strachem, który w nim narastał. O to chodzi? Nie wystarczy być gotowym do poświęcenia życia jak tamci, co zostali ukazani w wizji, ale może jeszcze trzeba wiedzieć dobrze za co i dlaczego ma się umrzeć? Co było moim grzechem, zaatakowałem wroga, zginąłem, każdego kiedyś  czeka śmierć , nie zostaje się od tego potępionym, wszystkiego zaś nie schańbiłem, co najwyżej tam na wschodzie podupadła moja pewność siebie . Nie ja pierwszy tam wyruszyłem. Jeśli za modlitwę zauważyć całe życie, to może i moja została przerwana, ale nie pierwszy zginąłem na tym świecie, mam nową opokę i mogę dalej kuć swój los, nie zostało nic zmarnowane, za powrót zaś nie będę dziękować tobie, zwałem zaś się Rkendor, Rkendor Bargander, tak się zwałem wtedy, tak się zwię teraz i tak się zwać będę. Żałuję że po powrocie tutaj przywitano mnie z kijem w ręku. Może miałem zamiar związać teraz najbliższą część swego życia z tym miejscem, nie miałbym powodu iść tam w ziemie wschodnie. Ale zostałem schwytany, i to przez istoty będące sługami Czarnego Boga. Po co ta szata? Mam coś według ciebie zrozumieć, ale bez własnej woli i zaangażowania? Jaka ma być wartość nie szczerej modlitwy? Można nawet docenić te wasze próby nawracania tej twojej zwyrodnialczej masy, ale ja nie potrzebuję tego.

Jeśli jesteś, jak uważasz, godniejszym sługą boskim ode mnie, to nie ma potrzeby mnie więzić, wysłucham nawet chętnie rad mądrzejszego ode mnie, jeśli rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje, ale jeśli taki ktoś ma zamiar tylko pozyskać niewolnika do swoich własnych niecnych celów, to niech go piorun trzaśnie!  Nie mam zamiaru być więźniem szaty demona, służę bogu, nie szacie - zakończył nekromanta.

Dragenor - 2011-04-03 20:49:35

Tamten uderzył Cię prosto w twarz.
- Widzisz? Widzisz?! Czy ta szata mnie w jakikolwiek sposób ogranicza? Hm? Mogłem podnieść rękę na jednego ze swoich, więc teraz to tylko zwykły kawałek materiału. Rozumiesz? Owszem jesteś jej więźniem, choć może lepszym słowem byłby tu drogowskaz. Ona jest drogowskazem. Takim, który nie pozwoli Ci zboczyć, dopóki, dopóty sam nie zechcesz obrać właściwej drogi. Skoro więc twierdzisz, że rozumiesz nasze zamiary, po co się nam opierasz? Jaki to ma wedle ciebie sens? I nie... tu nie wystarczy tylko służyć. Tu trzeba też wiedzieć, jak. W przeciwnym razie... po prostu byśmy się nawzajem powyrzynali . Musisz mi uwierzyć, jeśli nie chcesz zbłądzić. Musisz... Tymczasem, mości Barganderze, witaj w naszych skromnych, świątynnych progach. - Oświecony przepuścił Cię w drzwiach, kończąc tym samym dyskusję. O dziwo, Szata nie zareagowała...

Rkendor - 2011-04-03 21:10:47

Rkendor westchnął, nie rzekł już ani jednego słowa, tylko spróbował przekroczyć próg, chcąc wejść do świątyni.

Dragenor - 2011-04-03 21:20:54

Wszedłeś do środka. O własnych, nie cudzych siłach. Czyżby Szata nie była już więcej potrzebna? W środku za wiele się chyba nie zmieniło, może poza ilością krwi, jaka została przetoczona przez fontannę. Oświecony zamknął za Tobą drzwi z hukiem, który wnet potoczył się echem po okolicy. Zapanowała pełna napięcia cisza, wnet jednak przerwana słowami Mrocznego:
- Za mną, na górę. - i poszedł ku schodom.

Rkendor - 2011-04-04 18:47:24

Rkendor był zdziwiony "zachowaniem" szaty, ale wiele by ono tłumaczyło.
Po słowach mrocznego, skierował się za nim w stronę schodów, by dostać się na górę.

Dragenor - 2011-04-04 20:50:52

Schody, wykonane z czarnego, oszlifowanego bazaltu, wydawały się wprost nie mieć końca, w końcu jednak ów koniec znalazły, doprowadzając Was do dużej, prostokątnej komnaty, pośrodku której wymalowano krwią wielce "malowniczy" pentagram. W nim dogorywała jeszcze świeża ofiara, której krew łapczywie spijali dwaj pokładający się na ziemi kapłani, kierujący swe rozpaczliwe, choć niemniej ujmujące za serce modlitwy prosto do Czarnego Boga. Czegoś takiego jeszcze nie widziałeś...
- Patrz. - rzekł Oświecony, jakby potwierdzając Twe skołowane nieco myśli - Oni szukają odpowiedzi. Ciebie też to czeka, jednak najpierw... Najpierw musisz przejść rytuał. Taki, który ostatecznie połączy cię ze światem żywych, jak i z naszym zakonem. Odbędzie się on jednak dopiero nazajutrz, teraz możesz udać się do jednej z komnat, aby zaznać nieco spoczynku. - wskazał Ci odpowiednie drzwi - Żegnaj. I obyś zmądrzał nieco do dnia jutrzejszego... - po czym zniknął w ciemnościach.

Rkendor - 2011-04-04 21:40:19

Rkendor mrucząc coś nie wyraźnie ruszył w kierunku wskazanego mu pomieszczenia .
Czuł się bezsilny.
Skierował rękę w stronę drzwi, by dostać się do swojego nowego mieszkania.

Dragenor - 2011-04-04 21:48:52

W środku zastałeś kilka piętrowych, rozpadających się łóżek. Stał tam też stolik, na którym paliła się czarna świeca (innych w Durgemnie chyba nie używano), a obok stolika stała szafa, pewnie na ubranie. Pomieszczenie nie miało okien, jednak było tu całkiem przewiewnie.

Rkendor - 2011-04-05 07:58:03

Nekromanta postanowił położyć się i zasnąć, był zbyt zmęczony ciężkim dniem, by zastanawiać się teraz nad swą obecną sytuacją.

Dragenor - 2011-04-05 21:02:20

Położyłeś się na jednym z rozlatujących się łóżek, i już po chwili zapadłeś w kamienny sen. Śniłeś o eterze, o tym, jak znów wędrujesz pośród pustki. W pewnej chwili zacząłeś słyszeć jakiś głos, z każdą chwilą coraz wyraźniejszy, choć dobiegający jakby zza ściany. Obudziłeś się. Nad Tobą rzeczywiście ktoś stał i mówił, jednak byłeś zbyt zaspany, żeby usłyszeć coś więcej poza "wstawaj" i "już czas".

Rkendor - 2011-04-06 11:34:35

Gdy Rkendor otworzył oczy, przez krótką chwilę miał ochotę uciec dokądkolwiek, byle dalej stąd.
Cały był zlany potem, czuł, że przez wiele godzin męczył go jakiś koszmar.
Na szczęście zaletą snów jest to, że w większości przypadków szybko się je zapomina.
Obudzony Mroczny elf skoncentrował wzrok na postaci znajdującej się obok.
Zaraz też przypomniał sobie wszystkie nieszczęśliwe, czy może szczęśliwe wydarzenia, które nastąpiły wczoraj.

Dragenor - 2011-04-06 19:04:17

Był to jakiś młody chłopak, rzekłbyś, wyrostek. Potrząsał właśnie Twoim ramieniem, starając się Cię zbudzić.
- Obudź się, już czas! - teraz już niemal krzyczał.

Rkendor - 2011-04-06 19:07:07

-  Czas? - zapytał Rkendor ziewając i próbując powstać z rozlatującego się łóżka.

Dragenor - 2011-04-06 19:35:34

- Najwyższy. - odpowiedział tamten i pomógł Ci wstać z łóżka. Zaraz pociągnął Cię, wciąż nieprzytomnego, w stronę wyjścia z komnaty. Czułeś, jak byś na powrót umierał, było Ci niedobrze. Może to i minie... Wszak to była Twoja pierwsza noc w świecie żywych.

Rkendor - 2011-04-06 20:16:35

Mroczny czuł się paskudnie.
Wodził obłąkańczym spojrzeniem po pomieszczeniu i usiłował wlec się za wyrostkiem.
Nie wiedział dlaczego nagle dopadła go ta niemoc, miał tylko nadzieję, że szybko minie, gdyż w obecnym stanie nawet myślenie przychodziło ciężko.

Dragenor - 2011-04-06 20:28:13

Z trudem podążyłeś za nim, a świat wnet zawirował Ci przed oczami. Tamten zauważył Twoją niezwykłą przypadłość, po czym, rzekłszy coś w stylu "To normalne", zatrzymał się na chwilę, i pozwolił Ci dojść do siebie. W końcu to dziwne uczucie minęło, zostawiając w Tobie jeno suchotę i pustkę, a Wy ruszyliście zaś dalej. W końcu przeszliście przez drzwi do komnaty, gdzie, jak mówiły Ci strzępu Twoich wspomnień, dnia wczorajszego odbywał się ów niezwykły rytuał. Znów ujrzałeś pamiętny pentagram, wokół niego zaś stało kilka zakapturzonych postaci. Pchnięto Ci brutalnie na kolana, upadłeś na nie jak szmaciana lalka.
- Powtarzaj za nami. - warknął Ci jakiś głos prosto w ucho. Gdy się obróciłeś w stronę, skąd on dobiegał, "ujrzałeś" jednak jedynie powietrze. Dziwne... Nie było Ci jednak dane dalej się zastanawiać, bowiem tamci już zaczęli inkantację.

Rkendor - 2011-04-06 20:50:45

Nekromanta nieco oszołomiony rozglądał się dookoła.
To co się działo, przypominało mu jakiś szalony, zwariowany sen...
Niestety nie miał chyba wyboru, więc  postanowił wziąć udział w rytuale, uważając jednak na to co będzie mówił i czynił.

Dragenor - 2011-04-07 06:52:57

Rytuał rozpoczął się zwykłą, standardową modlitwą, skupiającą mroczną energię wewnątrz pentagramu...

Rkendor - 2011-04-07 07:36:13

Nie wydawało się to niebezpieczne, dlatego mroczny elf odmawiał słowa modlitwy wraz z innymi, oczekując na to, co będzie później.

Dragenor - 2011-04-07 10:06:19

Modliłeś się dalej. Słowa, których dotąd nie znałeś, same spływały z Twoich ust. Tymczasem pośrodku zaczęło się coś pojawiać... Coś jakby... obrazy? To jakieś miejsce... Znajome miejsce... Drzewa... szumią drzewa. Ptaki śpiewają pośród nich. Wtem śpiew ucicha, a Ty widzisz dwie ciemne postacie... Zaraz... Czy to nie jest ów lasek? Czy to nie Ty leżysz tam, na ziemi?

Rkendor - 2011-04-07 10:15:33

Zdziwienie Rkendora nie miało granic.
- Co... co ja tutaj robię? - pytanie cisnęło mu się na usta.
Nekromanta czuł jakby zapędził się zbytnio w modlitwie...
...nie wiedział, skąd wzięła się ta wizja, próbował zastanowić się, dlaczego częścią rytuału stało się pokazanie mu tego miejsca, przecież doskonale wiedział co tu się stało...
- Zaraz, chwila, chyba nie wylądowałem tutaj naprawdę?! - nagła myśl przeszyła elfa.
Przed sobą widział dwie postacie, jedna chyba była jego ciałem...

Dragenor - 2011-04-07 10:22:36

Na szczęście przekonałeś się, że nadal znajdujesz się w tej samej komnacie, w kręgu Mrocznych. Tamte obrazy po prostu wisiały w powietrzu, przewijały się przed Twoimi oczami. Ujrzałeś, jak elf przysiada przy Tobie. Widziałeś własną śmierć. Później obraz rozmazał się. Zniknął. Miast niego ujrzałeś miasto, wielkie miasto. Wysokie mury, skąpane w świetle słońca. Do miasta, przez jedną z bram, wjeżdżała bogata karawana jeźdźców. W sporej lektyce niesiono chyba kogoś ważnego...

Rkendor - 2011-04-07 10:29:45

Rkendor wzdrygnął się... oglądanie własnej śmierci nie należy chyba do najprzyjemniejszych rzeczy.
Teraz widział grupę jeźdźców eskortującą kogoś ważnego, znajdującego się w lektyce.
Nekromanta siłą woli spróbował dojrzeć, kto tam się znajdował.

Dragenor - 2011-04-07 10:32:12

Obraz począł się zbliżać, kontury postaci wyostrzały się. Nie zdołałeś dojrzeć, kogo niosą w lektyce, dostrzegłeś jednak znak słońca na jego szacie...

Rkendor - 2011-04-07 15:47:01

- Znak Słońca? Niewiele mi to mówi... ten ktoś to będzie jakiś mag zielonych pomiotów? Czy może król parszywych Allandorczyków? Właściwie to dlaczego widzę to co widzę? Jaki związek może być między jednym obrazem a drugim? - zamyślał Rkendor - to są jakieś halucynacje wywołane wzbudzoną przez rytuał energią? Te obrazy mają jakiś sens?
Elf czuł się nieswojo, chciałby przestać widzieć te obrazy, ale miał też zamiar dowiedzieć się z nich jak najwięcej.
Nekromanta usiłował rozejrzeć się, dojrzeć w jakim miejscu rozgrywa się obserwowana przez niego scena, czy eskortujący lektykę żołnierze mają jakieś herby, po których można by się zorientować, komu służą...

Dragenor - 2011-04-07 15:57:38

Eskorta, podobnie jak sam eskortowany, nosiła na sobie symbole słońca. Ten symbol... wydawał Ci się dziwnie znajomy. Nie kojarzył się jednak z niczym, co byłoby Ci bliskie. Kontynuowałeś modlitwę, podobnie jak i Twoi towarzysze, tamci jednak nie zwracali uwagi na te niezwykłe obrazy. Wtem poczułeś, jak coś dziwnego zaczyna się dziać z Tobą. Wpierw przeszył Cię spazm dzikiego bólu, tak, że niemal krzyknąłeś. Po bólu nadeszły nudności, wstrząsające Tobą bezlitośnie. Później na całym ciele poczułeś dziwne mrowienie. I wtedy... oderwałeś się od niego. Po prostu mrugnąłeś oczami, by przekonać się, że nagle stałeś się częścią eskorty owego człowieka. Nie byłeś jednym z niosących, jeno tych, którzy murem oddzielali karawanę od tłumów, wiwatujących na cześć przybyłego. Powietrze było gorące, duszne, wiał też lekki wiatr, sypiąc Ci w oczy piachem. "Zabij", usłyszałeś, po czym wymacałeś pod połami swej szaty rękojeść sztyletu. Poczułeś, jak wzbiera w Tobie podniecenie, tym większe, im bliżej znajdywałeś się lektyki. "Zabij, zabij! Zarżnij go!" mówił głos. Tak, chciałeś zabić. To pragnienie było silniejsze od Ciebie, dodatkowo podsycane tym niezwykłym, choć nieznanym Ci głosem...

Rkendor - 2011-04-07 18:15:39

- Zabij, zabij! - w głowie nekromanty rozlegał się wściekły głos, dłoń zacisnęła się na rękojeści sztyletu.
Rkendor szedł oszołomiony wśród innych żołnierzy, rozglądał się po wrzeszczącym tłumie, po eskorcie, po sobie, nie czuł się sobą, nie czuł że tutaj jest, ale jednak był...
Piach bezlitośnie wdzierał się do oczu, powietrze było rozgrzane, duszno zaś było jak w piecu.
Elf szedł coraz szybszym krokiem, znajdował się coraz bliżej lektyki, głos narastał coraz bardziej i bardziej.
- Ciekawie to obmyśliliście - wymruczał Rkendor.
- Czarnoksięskie gierki... to teraz ma mnie pewnie "nauczyć" zabijać?... - zastanawiał się Rkendor, jednak po chwili nieznany, każący zabijać głos zagłuszył wszystkie myśli.

Dragenor - 2011-04-07 18:25:06

Wtem ten sen na jawie rozwiał się, a Ty znalazłeś się znów w swoim prawdziwym ciele. Leżałeś na ziemi, na zimnej, twardej posadzce. Skrzywiłeś się, gdy poczułeś smród własnych wymiocin. Dyszałeś. Wtem ujrzałeś, jak jedna z postaci podchodzi w Twoją stronę. Twarzy nie mogłeś dostrzec, zasłaniała ją stalowa maska.
- Mówże, co widziałeś! - rzekła ostrym tonem.

Rkendor - 2011-04-07 19:07:38

Rkendor nie wiedział już, co o tym wszystkim myśleć. Przetarł oczy i spróbował powstać.
- Widziałem... widziałem najpierw tamten las na wschodzie, widziałem tam zwłoki... moje zwłoki. Była tam jeszcze druga postać. Tak, widziałem własną śmierć...
A potem zaś znalazłem się w jakimś wielkim mieście. Dzień był słoneczny, ujrzałem grupę jeźdźców, eskortowali kogoś, ale ten ktoś znajdował się w lektyce. Nie dojrzałem jego twarzy, widziałem symbol... co to było... znak słońca? Tak, znak słońca, miał go na swej szacie. Ci żołnierze też nosili ten znak. A potem poczułem ból, okropne nudności, ciarki przeszły po moim ciele, oderwałem się jakby od swej obecnej opoki i stałem się jednym z tych... żołdaków, piach wdzierał się w me oczy, było straszliwie gorąco, tłumy wiwatowały, słyszałem też głos, mówił bym  zabił, zabijał, zbliżałem się do lektyki, lecz wizja się skończyła... - Rkendor zakończył opowieść nagłym atakiem kaszlu.

Dragenor - 2011-04-07 19:29:23

- Mówisz prawdę? - postać chwyciła Cię brutalnie za podbródek, tak, że spojrzałeś jej prosto w oczy. To była kobieta, co poznałeś po jej smukłej, choć obfitej w liczne krągłości figurze.

Rkendor - 2011-04-07 20:11:24

- Tak, oczywiście, że tak - odparł mroczny.

Dragenor - 2011-04-08 06:43:06

- Musisz więc wiedzieć, że w najbliższym czasie dokonasz wielu wielkich czynów... Tak. Wiem, kim był ów człowiek. Toż to sam arcykapłan hairisowców! - splunęła, pozostali zaś wybuchli nagle gromkim, choć pozbawionym wszelkiej wesołości śmiechem. Śmiali się tak i śmiali, i przestać chyba nie zamierzali...

Rkendor - 2011-04-12 11:59:19

- A co was tak, kurwa, cieszy? - rzekł zirytowany nekromanta, powstając z klęczek.

Dragenor - 2011-04-12 12:07:50

Śmiech urwał się wraz z Twoimi słowami.
- Jak to, kurwa, co? Pojedziesz na wschód! Z powrotem na wschód! Zabić! Tak, zaabić! - zawyła obłąkańczo kobieta. Po chwili jednak uspokoiła się i rzekła:
- Spokojnie, przydzielimy ci ludzi. Arcykapłan hairisowców to nie lada szycha... Lecz nie możesz się cofnąć, nie możesz teraz odejść. Bowiem to, co właśnie ujrzałeś, było wolą samego Curpsusa! - i znów wybuchła swym upiornym śmiechem...

Rkendor - 2011-04-12 12:17:11

Rkendor podrapał się po głowie.
Miał już dość tego domu wariatów.
Kapłani dookoła niego przypominali mu jakichś szaleńców...                             
Mroczny nie wiedział co począć w tej sytuacji.

Dragenor - 2011-04-12 13:12:20

- Tak. Musisz wiedzieć, że ona ma rację. To wola samego Curpsusa. Wola, którą należy wypełnić. - skądś już znałeś ten głos... Zaraz, czy nie należał on do strażnika tych wrót? Pozostałe postacie zamarły, oczekując na Twoją reakcję.

Rkendor - 2011-04-12 14:01:11

- Jeśli to wola mego pana, to postąpię tak, jak on rozkazał - rzekł Rkendor, obserwując uważnie twarze osób znajdujących się dookoła niego.
Miał pewne niejasne podejrzenie odnoszące się do obecnej sytuacji.

Dragenor - 2011-04-12 14:10:47

- Dobrze więc. Wyruszysz niedługo, powiedzmy, w przeciągu następnego tygodnia. Tymczasem dobrze by było, żebyś nauczył się nieco, jak pozostać nierozpoznanym, jak zabić, by nikt tego nawet nie spostrzegł... Za godzinę masz się stawić w sali wejściowej, poznasz tam kogoś. - wysyczał mężczyzna.
- Zostawimy cię teraz samego. Dobrze by było, żebyś przemyślał swoje zadanie... - dodał jeszcze, po czym odszedł wraz z pozostałymi postaciami.

Rkendor - 2011-04-12 15:14:26

Gdyby pozostał ktoś jednak w sali, ujrzałby wyraz bezgranicznego zdziwienia na twarzy pozostawionego samemu sobie nekromanty.
- Zawiodło mnie moje przeczucie. Dałbym sobie głowę uciąć... rękę... dobra, nic sobie nie dałbym uciąć, ale zdawało mi się, że odgrywają tu jakąś komedię, ci... fanatycy? A teraz... nie wiem już co o tym myśleć. To są jakieś żarty, czy coś... A może jednak moje przeznaczenie? Prawda to co mówią, czy perfidnie kpią sobie ze mnie?...
Cóż... przyszłość pokaże - myślał czarnoksiężnik.
Rkendor oddalił się nieco od swoich wymiocin, bądź co bądź to paskudna sprawa.
Potem zaś ukląkł by zmówić jakąś krótką modlitwę do Czarnego Boga i porozmyślać nad swym losem.

Dragenor - 2011-04-12 16:05:18

Klęknąłeś na zimnej posadzce, odmówiłeś modlitwę. Czas wlókł się jak krasnolud za złotem, toteż zaraz poczułeś, że już czas najwyższy, abyś zszedł na dół.

Rkendor - 2011-04-12 16:16:32

Rkendor powstał, nie przemyślał wszystkich swych spraw, ale czuł, że powinien znaleźć się na dole. Udał się więc w kierunku schodów. Był ciekawy, kogóż może spotkać w sali wejściowej.

Dragenor - 2011-04-12 16:45:05

Jednak gdy byłeś u szczytu schodów, usłyszałeś jakiś dziwny szept...
- Psst... Podejdź no tutaj. - dochodził zza Ciebie, z komnaty, którą właśnie opuściłeś.

Rkendor - 2011-04-12 19:27:25

Mroczny elf wzdrygnął się.
Nie spodziewał się, że usłyszy teraz jakikolwiek głos.
Do tego nie spodobało mu się, że coś go najprawdopodobniej śledzi, a jeszcze bardziej nie spodobało mu się to, że jakiś tajemniczy i podejrzany głos nawołuje go w tym mrocznym przybytku.
Rkendor odwrócił się, dokładnie lustrując komnatę wzrokiem.

Dragenor - 2011-04-12 21:17:10

Rzeczywiście... ktoś stał pod jedną ze ścian. Jakaś ciemnogranatowa postać, choć w szacie innej, niż te które widywałeś dotychczas wśród Oświeconych...
- Chodź tu, szybko... - syknęła postać, ponaglając Cię gestem.

Rkendor - 2011-04-13 11:48:05

Rkendor pomyślał, że nie zawadzi  dowiedzieć się, czego ten obcy chce od niego.
Dlatego nekromanta zawrócił z obranej drogi i skierował swoje kroki w kierunku komnaty.
- Czego waszmość chcesz? - rzekł stłumionym głosem mroczny, gdy zbliżył się do postaci.

Dragenor - 2011-04-13 12:31:21

- Uratować ci tyłek. A teraz słuchaj, słuchaj uważnie. Na twoim miejscu nie ufałbym im. To jacyś zasrani popaprańcy, to przez nich straciłem wszystko. Spójrz zresztą... - ściągnął kaptur, ukazując swe prawdziwe oblicze. Aż się cofnąłeś na ten straszny widok... Bowiem ten człowiek nie miał twarzy. Miast niej nosił coś na kształt wielkiego, bezkształtnego strupa, z dziurą na usta, nos i oko, jedyne, które mu pozostało.
- Tak, ja też kiedyś miałem swoją misję. Ot, zabić jakiegoś tam ważnego maga. Udało się... Patrz jednak, czym to przypłaciłem. Było ich kilku, kilku zabójców. Mieli mi... pomóc. Jednak po wszystkim, gdy konałem w błocie, tamci mnie zostawili. Po prostu odeszli, mając głęboko w poważaniu mój los. Mówię ci... Ucieknij, nim będzie za późno! Uciekaj, głupcze! - warknął wściekle.
- Kto... kto tam jest?! - dobiegło was z dołu.
- Cholera... Ktoś tu idzie. Pamiętaj, co ci mówiłem. A teraz żegnaj, i obyś... - urwał, gdy cień jakiejś postaci przesunął się u drzwi, po czym uciekł ciemność.
- Kto tu jest? Ukaż się! - znajoma postać w czarnej szacie weszła do środka... - To ty? - spytała się.

Rkendor - 2011-04-13 14:31:04

- Jak widać, to ja - rzekł Rkendor, starając się zachować spokojny wyraz twarzy.
- Te wydarzenia toczą się szybko... za szybko... - myślał.
- Cóż... Mhm. Czas mi chyba zejść do sali położonej na dole - stwierdził Rkendor kierując się w stronę schodów.

Dragenor - 2011-04-13 18:23:18

(Myśli obieraj w cudzysłów, bo to "- Te wydarzenia toczą się szybko... za szybko... -" można by uznać za dialog, gdyby nie to "myślał", które napisałeś już po tym niepotrzebnym myślniku. Tak, jak to robiłeś wcześniej. A jak nie, to teraz zacznij, bo dojdzie do tego, że powiesz kiedyś o kilka słów za dużo, ja to uznam za Twoją jawną wypowiedź, zawalisz tym sobie jakąś konkretną relację, czy też, w gorszym wypadku, cały fragment fabuły, a potem mi powiesz, że Twoja postać to myślała, nie mówiła, mimo, iż wszystko wskazywało na to drugie. To jest tylko rada, póki co niepodparta regulaminem, dobrze by jednak było, abyś jako moderator dawał innym dobry przykład, dobrej pisowni :-)

Stanąłeś u ich szczytu.
- Owszem, czas najwyższy. - rzekła postać, która stała na dole. Miała na sobie czarny, misternie zdobiony pancerz, na który, oczywista, zarzuciła ciemny, choć, w przeciwieństwie do zbroi, prosty płaszcz, chyba już niemal obowiązkowy w tych stronach, jak zaczęło Ci się powoli wydawać.

Rkendor - 2011-04-13 20:59:07

( dobra... )


" Cholera, a oto zwiastun moich przyszłych... tak, kłopotów. " - stwierdził w myślach Rkendor, gdy ujrzał postać, która znajdowała się na dole.
Elf mimo wszystko chciał się jednak dowiedzieć, co ten obcy ma mu do powiedzenia, był też ciekawy, kto to dokładnie może być, bo na zwykłego chudopachołka to raczej ten przybysz nie wyglądał.
Rkendor nieco się ociągając podszedł więc do czekającego nań osobnika.
- Witam... waćpan podobno ma zamiar przekazać mi jakieś wiadomości? - zapytał powoli Rkendor.

Dragenor - 2011-04-13 21:17:05

- Wiadomości? - tamten uniósł brwi, które, w przeciwieństwie do pozostałych mieszkańców tego domu wariatów, nie były skryte za żadną maską - Pierwsze słyszę. Nazwał bym to raczej czymś oczywistym, czymś, co jednak trzeba będzie ci przedstawić, abyś mógł... Mógł spełnić swą misję. - wydął wargi w pogardliwym uśmiechu.

Rkendor - 2011-04-13 21:21:18

- Tak, chodziło mi o wiadomości, które pozwolą... pozwolą mi pomyślnie ukończyć tą misję.

Dragenor - 2011-04-13 21:34:56

- Jednak żeby je poznać, musimy wpierw opuścić to jakże... interesujące miejsce. - powiedział nie bez ironii, po czym skierował swe kroki ku wyjściu.

Rkendor - 2011-04-14 13:12:33

- Dobrze więc - powiedział Rkendor i podążył za obcym.
" Ciekawe, jaka może być teraz godzina... czuję, jakbym wieki nie był już na świeżym powietrzu... cholerny zatęchły budynek... "
Mroczny zanim opuścił to miejsce odwrócił się na chwilę.

Dragenor - 2011-04-14 13:38:34

Ruszyłeś za nim, przed oczami mając powiewające na wietrze poły jego szaty. Było już późne popołudnie, chorobliwie świecące słońce, skryte za niezdrowymi, wulkanicznymi oparami, chyliło się ku zachodowi. Nieznajomy wiódł Cię ponurymi ulicami miasta, będącymi prawdziwym obrazem biedy i rozpaczy. Wtem zdałeś sobie sprawę, że na sobie, oprócz szaty, masz jeszcze ciemne, skórzane pantofle. No tak... pewnie założyli Ci je, jak spałeś.

Otrzymujesz:
-Ciemne, skórzane pantofle

(Uaktualnij KP.)

Rkendor - 2011-04-14 18:50:37

Mroczny zmrużył oczy, gdy wyszedł z budynku...
"Więc tak tutaj wygląda dzień..." - stwierdził zerkając w stronę słońca.
" Smród i bród, i ubóstwo. Wygląda to wszystko jeszcze gorzej niż ostatnim razem, gdy szedłem ulicami
tego, hm,  miasta. I pomyśleć, że to miejsce zamieszkiwane jest przez moich braci... a na wschodzie to sobie żyją te skurwysyny wystawnie... atmosfera na tych ulicach jest wcale nie gorsza niż w tym... przybytku zatraconych, haha. Co ja mam do cholery na nogach. Co to ma być, buty? Pantofle? Że też się teraz zorientowałem. Wygodne toto się zdaje, lekkie jest,  ale jak w  coś wdepnę, to niewiele z tego obuwia zostanie... trzeba uważać.
Dobra, taa, co zrobić z tymi oświeconymi.
Czego tamten tak pędzi tymi ulicami... zachód słońca jest i wampiry zaraz zaczną grasować, czy co?
Zresztą moi nowi znajomi niewiele się różnią od tych wampirów...
Kto to był tamten na górze... prawdę mówił czy nie? Któż to wie... Ciekawe co by zrobili jakbym powiedział,
kto tam się niespodziewanie pojawił w tej sali... acz prędzej to jakaś nowa pułapka... oszukany przez niejakich oświeconych wędrowiec dziwnym trafem wraca ze wschodu... ja też wróciłem dziwnym trafem... no
dobra, wraca sobie ten wędrowiec dziwnym trafem, włamuje się do rezydencji cuchnącej klątwami na całe mile i to tylko po to, żeby mnie ostrzec? Wolne żarty. Ale z drugiej strony medalu mógł mnie poinformować tylko przy okazji...? Miał też inne plany? Z drugiej... trzeciej strony może nie włamał się, tylko wrócił i przyjęto go? Nie, to jest  jeszcze bardziej bez sensu... Druga strona medalu... Właśnie, mój medalion. Kurwa, nie ma go...
...taa, w tym zgnitym lesie został, przy moim ścierwie. Argh...
W każdym razie, co teraz zrobić... mam wyruszyć na wschód, czemu nie, najwyżej znowu mnie coś zakatrupi...
I tak widzę, że jednak tu miejsca nie zagrzeję. Bo dokąd mam w Durgemn iść, utopić się w moczarach, a może  do Varon, gdzie pałętają się trupy, w Górach Zmierzchu zaś czają się monstra... a tutaj? W tym mieście?
Co mnie czeka? Nie usłucham tamtych, narobię sobie cholernych wrogów. Fanatycy nie fanatycy. Prawdziwi oświeceni czy nie, czy tam czciciele demonów, jakąś moc mają, a ja niestety nie mam żadnego asa w rękawie, nie mam nawet dokąd się udać, jeślibym chciał uciekać. Zapewne czciciele demonów cholerni, bo dlaczego tamta krucza pokraka przy świątyni stwierdziła, jakoby moja dusza należała do niej.
Ale najprawdopobniej muszę jednak odwalić tą jakąś brudną robotę tam na wschodzie. O ile prawdą jest, to co mówią o tej misji. Najprawdopodobniej też po odwaleniu owej roboty zostawią mnie. Jak tamtego, jeśli w jego słowach była choć krztyna prawdy. Zostawią mnie tam kurwa na tym wschodzie, dookoła rzesza wrogów i radź sobie elfie, o ile z ciebie coś zostanie. Paskudna szata, pewnie teraz też nie zlezie, nie ma co, załatwili mnie."
Rkendor zerkał wciąż w stronę słońca.
" Wygląda to słońce w tych oparach jak oko bestii, która zaraz zlezie z nieboskłonu... oby mnie tutaj raczej nie było, w takim momencie...
... cobym kurwa teraz nie zrobił, będzie źle, spróbuję sobie uciec dokądkolwiek, to się drogowskaz który noszę odezwie, zaprotestuję, łeb mi ukręcą albo do lochu, pójdę na wschód, może kogoś zabiję... rozrywka hehe... zabiję tego kogoś i też mi ukręcą łeb albo do lochu. Jeśli ta misja jest prawdziwa, nie jest to jakiś test, to jak mam kogoś zabić tam daleko. Tego jakiegoś maga. Wszystko mnie zdradza, oczy, kolor skóry, o nie, za jakiegoś skurwiela dalekowschodniego nie dam się przemienić, jeśli knują coś takiego. Kto zresztą może wiedzieć co tutaj knują...
...a poza tym zgłodniałem i to porządnie...
... no tak, nagrodą za wykonanie misji, jeśli jest prawdziwa, a nie są to jakieś gierki, za wykonanie będzie możliwość zakończenia tej mojej modlitwy godnie. Ale ja nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że życie musi się skończyć by miało sens. Mam wpaść po śmierci do otchłani, by stać się z czasem zapomnianą i bezrozumną energią.
O nie nie, muszę dbać o swoją skórę. Nieśmiertelność jest bardzo dobrą sprawą...
... zaraz..."
- Gdzie tak waćpan pędzisz?! Daleko jeszcze? Gdzie my w ogóle idziemy?!
" Ciekawe, kto to kurwa i skąd jest, w każdym razie udaje jakiegoś ważniaka..."

Dragenor - 2011-04-14 20:23:29

"I co się tak gapisz? Przecież i tak cię to gówno obchodzi" odpowiedział Ci wzrok tamtego, gdy obrócił się gwałtownie na sam wydźwięk Twych słów. Zaraz jednak ruszył dalej, nie dając choćby chwili wytchnienia. Słońce zaś w tym czasie powoli zachodziło, nadal jednak dając wystarczająco światła, abyś mógł dostrzec to, co działo się na ulicach tego zwyrodniałego wraku, które tubylcy śmią nazywać miastem. Oto na Twoich oczach matki były zabierane dzieciom, i na odwrót, dzieci swoim matkom, wybierane z żebraczych tłumów przez posępnych, jak i nie grzeszących zbytnią łagodnością łowców niewolników.
- Ruszaj się! - usłyszałeś, gdy jeden z nich pchnął brutalnie jakąś ciężarną kobietę na bruk, wymierzając jej przy tym celnego kopa w brzuch... - Ruszaj się, bo i tak gdzie byś, cholero, nie poszła, tam śmierć cię dopadnie! - wtem poczułeś, że z ową kobietą masz tak wiele wspólnego... Tyle, że owym dzieckiem, które pewnie i mogłoby się wkrótce narodzić, aby wyrosnąć na prawdziwego mężczyznę, czy tam kobietę (to akurat miałeś całkowicie w nosie), była Twoja przyszłość, w którą raz po raz taki oprawca, czyli nie inaczej, a Oświecony w Twoim nie najlepszym przecie wypadku, wymierzał celnego kopa, coby pozbawić go istnienia. Ciebie też pchnięto brutalnie na bruk, traktując jakże podobnymi słowyma... Gdzie byś nie poszedł, tam zginiesz. Ta myśl stawała się wprost nie do odparcia... Tymczasem Ty szedłeś dalej, dalej ku swemu niejasnemu przeznaczeniu. Widziałeś kolejne sceny, przewijające się przed Twoimi oczami. Niby tak Ci bliskie, a zarazem... tak dalekie. Widziałeś jakąś bogatą posiadłość, a przy niej kilku uzbrojonych strażników. Ot, zwykli, dobrze opłacani, bo i nie najchudsi żandarmi. Wtem podeszło do nich jakieś dziecko, wyraźnie zagubione. Podeszło, by spytać się o drogę. W odpowiedzi dostało śmierć. Szedłeś dalej, szedłeś, bo zatrzymać się było nie sposób. Widziałeś. Widziałeś jakąś scenkę, rozgrywającą się pod jedną z chylących się ku upadkowi bud.
- Nie idź tam! Oni cię zniszczą. Tak jak mnie... Obiecywali w zamian wolność, spełnienie. A co ja dostałem? Spójrz, no spójrzże wreszcie, co ja za to, kurwa ich mać, dostałem! - wrzeszczał jakiś zwyrodnialec bez jednej ręki, o twarzy pokrytej dużymi, ropiejącymi strupami. Szedłeś dalej, a słońce, oko bestii, naśmiewającej się w tej nędznej parodii ciszy z nieszczęść tego świata, dawno już się skryło pod powieką nocy. Zimno, zimno i trwoga. To jedyne, co teraz odczuwałeś. Twój milczący towarzysz wiódł Cię, wiódł Cię krętą i wyboistą ścieżką. I w końcu chyba znalazł to, czego szukał, bowiem stanęliście przed sporym, gotyckim kompleksem, który gdzieś już chyba widziałeś. Zaraz... czy to nie są te koszary, które pokazał Ci w swej wizji Oświecony? Tamten, przy bramie?
- Jesteśmy. Tylko nie próbuj mi tu żadnych numerów... - rzekł swym chrapliwym, mrożącym krew w żyłach głosem nieznajomy, po czym wkroczył na teren posesji, Ty zaś za nim. Szliście jeszcze chwilę w milczeniu, najpierw prosto, przed siebie, żwirowaną, krętą drogą, później koszarami, wzdłuż budynków, przy których walczyli szkolący się żołnierze, jedni na proste, drewniane miecze, ot tak, dla treningu między sobą, inni zaś na te prawdziwe, stalowe, bądź żelazne, z żywymi, pragnącymi ich gorącej krwi przeciwnikami, jakich wiele na nich czeka przy krętej ścieżce żywota, w czym dodatkowo utwierdzali ich tamtejsi dowódcy, wykrzykując raz po raz w ich stronę rozkazy, jak i motywując do dalszej walki, czemu jednak gruntownie przeczył zdarzający się tu co chwila widok, gdy to któraś z "ćwiczebnych" bestii, schwytanych pewnie gdzieś daleko w Górach, Górach Zmierzchu, rozszarpywała kolejnego młodego kadeta na strzępy. To właśnie na jeden z takich widoków nieznajomy uśmiechnął się krzywo, swoim zwykłym, pogardliwym uśmiechem, który miałeś już okazję poznać wcześniej, i rzekł:
- Tak, to taki właśnie mógł cię czekać los, ba, byłby on niemal pewny, gdyby nie ja, i moja, hm... oferta pomocy, będąca, tak, jeszcze wiele razy wszystko będzie przeczyło przeciw temu, ale będąca niczym innym, a okazaniem łaski dla takich... nieudaczników, jak ty. - uśmiechnął się jeszcze szerzej, zwłaszcza, że weszliście właśnie na plac egzekucji, gdzie pełno było wisielców, z których twarzy kruki urządziły sobie ucztę, i to dość dawno temu, bowiem żaden jej już nie miał, zwisających smętnie z konarów jaktu, popielnych drzew, jedynych roślin, jakie są w stanie przetrwać nieludzkie warunki, panujące w Durgemnie. Na końcu tej alei zimnych czekała na was jakaś dziwna budowla, dziwna, bowiem była ona w zasadzie olbrzymią, przeszkloną kopułą (choć szkło to, jak nietrudno się chyba domyślić, było osmalone i brudne), mieszczącą w sobie wiele różnych pięter, na których poruszały się ciemne sylwetki postaci. Wy stanęliście u stóp tejże kopuły, jakby napawając się tym niezwykłym, choć, podobnie jak jej, kopuły, otoczenie, ponurym widokiem, po czym weszliście do środka, a to przez niewielkie, szklane drzwi.
- Tutaj szkolą się... najlepsi. Może i uda ci się do nich dołączyć, czeka cię jednak dość... długa przed tym droga. - dodał Mroczny, wodząc wzrokiem wokoło. Staliście w sporej, szklanej komnacie, w której czarno jednak było od kopcia, emitowanego przez duże, stalowe piece. Uwijało się przy nich kilkunastu chłopa. Po chwili jeden z nich, wyglądający tu na dowódcę, odłączył się od reszty, odrzucając przy tym łopatę, którą ładował węgiel do środka, i zagadał:
- Kogo mi tam niesiesz, Eryku? No no, co ja widzę. Toż to ani chybi jakiś dzielny nekromanta! - mężczyzna, będący Mrocznym w średnim wieku, i, co rzadko w tych stronach spotykane, raczej cięższej postury, w czym dodatkowo utwierdzał Cię widok jego wywalonego, okopconego brzuszyska, podszedł do was, po czym złapał Cię "pieszczotliwie" za policzek, targając nim kilka razy. Poczułeś, jak narasta w Tobie wściekłość. On traktuje Cię jak jakiegoś nędznego bachora, kiedy Ty masz przecież jakąś ważną misję do spełnienia! Tymczasem Twój towarzysz, nazwany wcześniej "Erykiem", skrzywił się na ten widok, widać on również nie przepadał za tym dziwnym typkiem, i rzekł:
- Tak, tak, kolejny od Zaćmionych... - mogłeś się jedynie domyślać, kim byli owi "Zaćmieni"... Jak widać, nie Ty jeden nie darzyłeś ich sympatią. I był to kolejny powód, dla którego nieznajomy wydał Ci się coraz to porządniejszym człowiekiem. Miałeś już jednak wiele razy szansę, aby przekonać się, że pozory mylą, podobnie jak i ceny w krasnoludzkim burdelu...
- Pomożesz tutaj panom przy przerzucaniu węgla. Trochę pracy fizycznej dobrze ci zrobi, nie tylko na mięśnie, jeśli wiesz, co mam na myśli... - i znów uśmiechnął się krzywo, wzbierając w Tobie kolejną falę dzikiej nienawiści, nad którą z trudem panowałeś. Właściwie to nie... W ogóle nie miałeś nad nią kontroli. Gdyby nie szata, to mógłbyś im udowodnić swoje jestestwo, jak i to, że jesteś prawdziwym, "dzielnym" nekromantą. Grubas tymczasem zatarł ręce, uśmiechając się obleśnie, po czym wręczył Ci łopatę, wskazując na piece, i góry węgla przy nich.
- No, do roboty. Chyba, że sam również chcesz pójść na opał...

Rkendor - 2011-04-17 14:18:58

Rkendor drżąc ze wściekłości wziął łopatę z ręki obleśnego grubasa. W głowie mrocznego przetaczały się właśnie plugawe przekleństwa, jedno za drugim.
"Czy ja jakiś wieśniak jestem, żeby węgiel przerzucać z jednej strony na drugą? A wam skurwysyny... ...pochodnia, jest tu jakaś pochodnia? Gdy Wypalenie ugotuje wam wasze flaki, będziecie mniej skorzy do żartów... głupich żartów"
Mimo złości sprawa skończyła się tylko na splunięciu skierowanym w ziemię.
Perspektywa wrzucenia do pieca w charakterze opału nie była zbyt zachęcająca.
"Gdyby nie ta cholerna szata..." - myślał Rkendor, który bez słowa wziął się do roboty.
"Pogubiłem się już. Oj pogubiłem się, czego te przydupasy chcą ode mnie. Co to znowu jest, koszary z tamtej wizji, a to? Piece jakieś, a koło nich góry węgla. Wielkie jak nieszczęście..." - myślał nekromanta podchodząc w stronę pracującej hołoty.
"Tutaj szkolą się najlepsi? W przerzucaniu węgla? Też mi łaskawa oferta... W każdym razie... Zaćmieni... haha... już prawie polubiłem tych ludzi tutaj, i to za samo to, że dali mi szansę opuszczenia tamtego domu wariatów.
Ale to miasto... nie podejrzewałem w najczarniejszych snach co tutaj się dzieje. Chorobliwe słonce, ruiny, łowcy niewolników panoszący się po ulicach i w jasny dzień łapiący każdego, kto im się nawinie pod rękę...
Strażnicy zabijający tego kto się do nich odezwie. Jeszcze ten żywy trup bez ręki, pokryty strupami...
Może i takie traktowanie tutejszych mieszkańców jest wygodne dla tyranów, ale  to obróci się przeciwko nim. Nie ważne, czy za sto lat, czy za tysiąc, kiedyś wybuchnie tu jakaś rebelia... O ile ten świat znowu się nie rozpadnie przez ten czas, tym razem całkowicie..."
Mroczny stanął zrezygnowany koło pieców i czarnych gór, obserwując pracę innych.
"Mimo że gorąco tu jak na jakiejś pustyni, mimo, że powietrze jest tu prawie czarne od dymu, to to miejsce jest chyba najporządniejszym w tym mieście... żadnych jednorękich biedaków, łowców niewolników, wariatów czy tam fanatyków religijnych.
Ciekawe co będzie dalej" - zastanawiał się elf wbijając łopatę w grudy węgla.
" Na pewno nie mam zamiaru siedzieć w tych piecach przerzucając ten węgiel to tu, to tam. Jest to męczące... Ale, ale chyba mnie tu trzymać nie mają zamiaru... trafię do tych koszar?
Hm, zapewne. Co najwyżej mnie tam jakieś monstrum zeżre. Ale czego można się w końcu spodziewać po Durgemn?..."

Dragenor - 2011-04-17 14:47:30

Zabrałeś się za przerzucanie węgla, rozmyślając nad swym losem. Praca szła iście mozolnie, czemu jednak trudno się było nadziwić, jako, że co chwilę dowożono nowy. Po kilku bolesnych dla Ciebie godzinach, gdy byłeś cały spocony, zziajany, i umazany kopciem, usłyszałeś wreszcie:
- Zmiana! Zmiaaana! Czas na posiłek, psy. No, nie chcecie dostać jakiejś dobrej kości do miski?! - słowa te wymawiał nie kto inny, a znajomy Ci grubas, wskazując przy tym na wewnętrzne, stalowe drzwi, za którymi zapewne kryła się jadalnia. Pozostali jęli z ulgą odrzucać łopaty na ziemię, aby skierować się następnie w ich stronę.

Rkendor - 2011-04-20 12:15:06

Rkendor także rzucił łopatę i powłócząc nogami skierował się w kierunku drzwi. Był potwornie zmęczony.

Dragenor - 2011-04-20 19:41:07

Za drzwiami kryła się spora, choć niezwykle surowa jadalnia. Nie byliście tu jedynymi gośćmi, pozostała część weszła tu innymi, bocznymi drzwiami, aby zasiąść przy jednej z długich, żelaznych ław, stojących przy żelaznych, i nie mniej długich stołach. Byłeś zziajany za wszystek czasy, toteż z ulgą przyjąłeś drewnianą miskę, w której pływało coś bliżej nieokreślonego, szarego i oślizgłego, pewnie jakieś mięso. Ot, musiałbyś spróbować... Tymczasem zauważyłeś, że nad Tobą jest jeszcze wiele takich przeszklonych pięter, i tak aż do kopuły, w której koncentrowały się ostatnie, chorobliwe promienie słońca. Nie, przecież ono dawno już zaszło... Więc cóż to jest za dziw? Wyglądało na to, że świeci ona samoistnie, po prostu tak, jakby była tym światłem. Dostrzegłeś też coś jakby... przewody? Biegły one gdzieś w górę, wzdłuż ścian. Dziwne to miejsce, choć z pewnością mogły Cię czekać o wiele gorsze widoki do tej michy z "paszą", bo inaczej się chyba określić tego nie dało...

Rkendor - 2011-04-21 11:39:04

Nekromanta spoglądał na znajdujących się dookoła niego zwyrodnialców, pożerających, jak się zdawało łapczywie, zawartość drewnianych misek.
Mroczny skierował obolałą rękę w stronę naczynia, w którym znajdował się bliżej nieokreślony glut.
Szary i oślizgły.
Podniósł więc ów glut, ale zaraz wrzucił go z powrotem do miski, potrząsając przy tym głową.
"Jednak nie... głód głodem, ale nie zjem tego..."
Elf po chwili wpatrzył się w znajdujące się nad nim przeszklone piętra.
"Co ja tutaj robię..."

Dragenor - 2011-04-21 11:52:39

Jeden z owych zwyrodnialców spojrzał na Cię oczami pełnymi zdumienia, i rzekł:
- Jedz, bo następny dostaniesz dopiero jutro... Chyba, że spieszno ci do tego, aby zdechnąć z głodu, jak pies. Jeśli tak, to proszę bardzo. - po czym sam rzucił się na swoją miskę tak, jakby to była co najmniej pieczeń z dzika. Bogowie... pieczeń z dzika. Dlaczego tam u nich, na zachodzie, byle szlachcic zajada się takimi rzeczami, a ty, o wielka niesprawiedliwości, musisz się czymś takim katować?

Rkendor - 2011-04-21 15:02:03

Rkendor z początku nie zareagował.
Po chwili jednak wziął znów miskę i powąchał jej plugawą zawartość.

Dragenor - 2011-04-21 15:04:21

Pachniała, czy raczej śmierdziała, równie okropnie, jak wyglądała. Trzeba się jednak było pospieszyć, bo niedługo koniec tej przerwy, o czym przekonałeś się widząc, jak część "gości" wstaje, by udać się następnie we wskazane przez swych przełożonych miejsce.

Rkendor - 2011-04-21 21:43:46

"Co to kurwa jest... ja się pytam" - myślał Rkendor obserwując to coś leżące na dnie miski.
"Hm, ile to już ja nie jadłem. Cały dzień."
Nekromanta zerknął na inne istoty znajdujące się w sali. Część z nich opuszczała właśnie to pomieszczenie.
"Chyba się nie potruli..."
Wielka pustka w jamie brzusznej stawała się jednak coraz bardziej przekonująca.
Tak więc mroczny spróbował zeżreć owe mięso, nie wdychając jego obrzydliwej woni, ani nie zerkając w jego stronę.

Dragenor - 2011-04-21 22:23:33

Z trudem wepchnąłeś to oślizgłe coś w siebie, nadal czując okropny, przywodzący na myśl kocie odchody smak. Jednak zauważywszy, że pozostali, którzy byli z Tobą wcześniej w węgielni, nie ruszali się z miejsc, jakby na coś czekając. Kilku wpatrywało się w duże, żelazne drzwi na drugim końcu sali. Po chwili te otworzyły się, a z nich wyszły jakieś dwie ciemne postaci. Jednym z nich był ów pamiętny grubas, teraz nieco bardziej formalnie ubrany, oraz jakiś ciemnowłosy jegomość, którego twarz, jak i reszta ciała zdawała się być skryta w cieniu. Nie... on był samym cieniem! Przynajmniej tak Ci się zdawało, bowiem gdy wszedł w promień padającego z góry światła, okazał się zwykłym, zakutym w ciemny płaszcz Mrocznym.
- Witajcie. - rozległ się jego głos po sali.

Rkendor - 2011-04-22 20:31:06

"Czego ten znowu chce" - myślał z trudem Rkendor, gdyż po spożyciu zawartości miski chciało mu się jednocześnie i srać, i rzygać.

Dragenor - 2011-04-22 21:10:00

- Witajcie w naszych skromnych progach. Jak mniemam, zostaliście już należycie przywitani. - uśmiechnął się krzywo - Lecz nie to bynajmniej ma być tematem tej przemowy, pozbawionej już, ekhem, węgla i kopcia. Wielu z was znalazło się tu z wielu powodów. Jedni z własnej woli, inni niekoniecznie. Niestety, wszystkich was czeka RÓWNIE ciężkie i wyczerpujące szkolenie. Z części zostaną zapewne jedynie wraki tego, czym byli wcześniej. Z innych marna kupka flaków, ewentualnie popiołu. Jedynie nieliczni będą w stanie dotrwać końca... - zrobił efektowną pauzę, jakby oczekując oklasków - Nauczycie się tu zabijać, truć, palić i grabić. Nauczycie się, jak kryć się w cieniu. Nie... wy staniecie się takim cieniem... - uśmiechnął się jeszcze szerzej i paskudniej.

Rkendor - 2011-04-23 12:16:56

"Wraki? Kupy flaków? Popiołu?"

Dragenor - 2011-04-23 14:57:52

(Rken. Posty...)

- Trening rozpoczniecie już wkrótce. Rzekłbym nawet, że lada moment, bo oto nadchodzi ten, który go wam zapewni... - rzekł na widok kolejnej postaci, wchodzącej do komnaty. - Poznajcie kapitan Hendregardrę. - w sali rozległo się kilka stłumionych chichotów, bowiem owa kapitan okazała się... kobietą. Zaraz jednak owe śmiechy ucichły, zgromione jej srogim, ponurym wręcz wzrokiem. Była to dobrze zbudowana osoba, o długich, kruczoczarnych, związanych w kucyk włosach i bladej, niemal przezroczystej twarzy.
- Powstań! - warknęła w waszą stronę. Z nią nie będzie już żartów, tak, jak z Oświeconymi... przyszło Ci na myśl.

Rkendor - 2011-04-24 20:17:02

Ostatecznie nekromanta uśmiechnął się lekko.
Nie często w końcu można spotkać kobietę służącą w wojsku...
"Może być ciekawie...
... a poza tym zanosi się na koniec przerzucania węgla do tych pieców."
Po rozkazie powstań, Rkendor powstał. Przy okazji tej czynności uczuł, jak coś niemiłosiernie przewala mu się w brzuchu.
"Co to do cholery było, to w misce..."

Dragenor - 2011-04-24 20:29:32

- Baczność! - rzuciła jeszcze, po czym zaczęła mówić, pozwalając z małym uśmieszkiem, aby Ci dotąd mówiący również poddali się jej rozkazom:
- Spocznij! Witajcie w szeregach Zabójców Curpsusa, czy raczej w tej części programu, w której być może się nimi staniecie. Zostanie wam przydzielone miejsce do spania, każdy również, przynajmniej raz dziennie, otrzyma jeden, porządny posiłek. Tak, jak przed chwilą... - na myśl o owym "porządnym posiłku" znów zebrało Ci się na wymioty... - Nie liczcie jednak zbytnio na miły, okraszony hektolitrami trunków, tonami jadła, oraz całymi tabunami pięknych kobiet, lub mężczyzn, trening. Nie liczcie nawet na to, że stąd kiedykolwiek wyjdziecie... A teraz za mną, gęsiego! Chyba, ktoś chce już na starcie ode mnie oberwać! - jakoś nikt nie chciał, toteż wszyscy poczęli sieę gorączkowo ustawiać w karny rządek.

Rkendor - 2011-04-26 12:11:42

"Zabójcy Curpsusa? Ciekawe, ciekawe. Jeśli to, co słyszałem kiedyś o tej organizacji jest prawdą, to nieźle wpadłem..." - myślał Rkendor lustrując ową kapitan wzrokiem i idąc gęsiego wśród innych.
"Mnie, wolnej istocie, próbują tak ręce wiązać... Skurwysyny."

Dragenor - 2011-04-26 18:51:57

Poszedłeś posłusznie za nią, jakby przecząc swojemu jestestwu jako "wolnej istocie". No ale co tu było robić innego... Kapitan tymczasem wywiodła was z sali prosto do długiego, jasnego korytarza (wszystko w nim było, oczywista, szklane - aż dziwota Cię brała, że to wszystko trzyma się kupy...), którym doszliście po chwili do sporej, no, w każdym razie nie mniejszej halli od tej, w której przed chwilą byliście. Były tu jakieś dziwne... podesty? Na nich dostrzegłeś walczących kadetów, zaś między nimi - chodzących i wydających porady, rozkazy, jak i słowa motywacji dowódcy, dzierżący w swych rękach bicze, którymi raz po raz smagali któregoś ze swoich podwładnych. Aż Cię zimny pot oblał na ten widok... Tymczasem kapitan nie zwalniała, pozdrowiwszy się tylko z kilkoma Mrocznymi jej rangi. Dalej były różne przyrządy do ćwiczeń. Rampy, drabinki, belki do ćwiczenia równowagi, oraz w przeważającej liczbie spore, bo rozmiarów człowieka, wypchane słomą manekiny, noszące na sobie ślady wielu ciosów. To przy nich kapitan zatrzymała się, obracając tym samym (i ku niezadowoleniu kilku kadetów. Zboczeńcy...) w waszą stronę, coby rzec:
- Zaraz będziecie mogli pokazać, co potraficie. Część pójdzie ze mną na strzelnicę, zaś pozostali z kapitan Urgen - wskazała na nadchodzącą postać - będą rzucać nożami. No, byle szybko. Przegrupować się. Chyba, że tak spieszno wam do bata. - poklepała się po czarnym zwoju, jaki miała u pasa.

Rkendor - 2011-04-26 21:40:38

"Święto! Wreszcie dają mi tutaj jakiś wybór"
Rkendor ponuro wpatrywał się w twarze zgromadzonych wokół niego istot.
Nie podobało mu się to miejsce, szczególnie przeszklony korytarz.
Gdy mroczny znalazł się w nim, poczuł, jakby zaraz wszystko miało się potłuc i zawalić otchłanie.
"Kolejny dom wariatów. Co za idiota budował takie szklane hale. Do tego z jakimś wyczarowanym słońcem.
No dobra. Z łuku to raczej nie nauczono mnie strzelać. Z kuszy tym bardzej. Hm, nie mam być zamiaru zmotywowanym tymi oto biczami. Przynajmniej dzisiaj. Więc porzucam sobie nożami."
Elf zbliżył się w stronę grupy, która miała zapewne udać się za kapitan Urgen.
W pewnym momencie przyszło mu na myśl, że po nieudanym rzucie, w niego samego mogą począć celować.
"Cholera"

Dragenor - 2011-04-26 22:02:53

Ruszyłeś z nożownikami do wspomnianych wcześniej manekinów. Przy nich stał stół, a na nim leżały noże wszelakiej maści, od długich, stalowych sztyletów począwszy, na ciężkich, żelaznych tasakach skończywszy. Kapitan Urgen była dość "małomówna", więc po prostu wskazała wam na takowe, a potem na manekiny, dając znak do "ataku", i stanęła z boku, oczekując efektów.

Rkendor - 2011-04-26 22:23:44

Mroczny pochylił się nad stołem z nożami. Tasak nie wyglądał na broń nadającą się do rzucania.
Nekromanta chwycił więc prawą dłonią jeden ze sztyletów, po czym dokładnie obejrzał ostrze.
Rkendor po chwili podszedł w stronę manekina. Nie znał się na technikach rzucania, ale spróbował znaleźć środek ciężkości owego noża, następnie trzymając sztylet kciukiem i palcem wskazującym, zamachnął się lekko i rzucił go w kierunku manekina, celując w jego głowę. Wyobrażał sobie, że to łeb tego elfa-pokurcza z Allandorskiego lasku.

Dragenor - 2011-04-27 06:51:09

Chybiłeś. Zaraz też kapitan dała znak do zmiany, wskazując na pozostałe bronie. Były tam jeszcze, oprócz tasaka, takie małe, również żelazne toporki, nieco mniejsze od tych, co teraz sztylety, oraz coś jakby... stalowe gwiazdki? Musiałbyś wypróbować... Tymczasem innym szło niewiele lepiej, bo trafił tak naprawdę tylko jeden. No, ale u Ciebie też było blisko.

Rkendor - 2011-04-27 11:22:18

"Było blisko..."
Rkendor wziął do rąk dwa toporki.
Spróbował tak rzucić nimi w manekina, coby odrąbać mu ten paskudny łeb.

Dragenor - 2011-04-27 16:00:12

Znów chybiłeś, czego zdołał uniknąć tylko jeden, jedyny kadet. Kapitan tymczasem przypatrywała się wam krytycznym wzrokiem, po czym znów dała znak do zmiany. Na stole leżały jeszcze owe gwiazdki, oraz pomniejsze nożyki - tych jeszcze nie wypróbowałeś.

(Pamiętaj, przerzuty!)

Rkendor - 2011-04-27 16:12:26

Nieco rozeźlony już nekromanta złapał "gwiazdkę", która wydawała mu się najdziwniejszą bronią z leżących na stole.
Zamachnął i nie przymierzając specjalnie rzucił ostrze w manekina.

Dragenor - 2011-04-27 16:30:57

Udało się, trafiłeś w korpus skurczysyna! I znów, sygnał na zmianę.

Rkendor - 2011-04-27 22:16:55

"No wreszcie. Już mi się te hm... gwiazdki? W każdym razie już mi się te gwiazdki fajnym uzbrojeniem wydają. Poręczne toto, lekkie, a uszkodzić kogoś można tym nieźle.
No dobra, co my tutaj mamy" - zastanowił się Rkendor, słysząc sygnał do zmiany.
Nekromanta wziął tasak, po czym rzucił go w kierunku treningowej kukły, tym razem wyobrażając sobie, że jest to ów kruczy demon.

Dragenor - 2011-04-27 23:05:30

Tasak pomknął jak błyskawica i wbił się w nią jak w masło. Po wzroku kapitan Urgen poznałeś, że tym rzutem wywarłeś na niej niemały podziw. I znów... zmiana. I tylko tych mniejszych sztyletów jeszcze nie próbowałeś. Ciekawe, czemu to wszystko ma służyć? Mogłeś się jedynie domyślać, bo Urgen nadal nie wymówiła choćby słowa, zdając się jedynie na gesty i mimikę twarzy.

Rkendor - 2011-04-28 12:35:20

Zadowolony  z siebie nekromanta wziął ze stołu mały sztylet, ważąc go przy tym w dłoni. Była to ostatnia broń z leżących na stole, jaką nie próbował rzucić.
Trzymając więc ów sztylet w ręku, Rkendor zamierzył się i zamachnął, celując w zmaltretowaną, słomianą kukłę.

Dragenor - 2011-04-28 20:44:11

Chybiłeś, choć ostrze sztyletu minęło kukłę o włos. Znów sygnał do zmiany, poprzedzany niezadowoleniem na twarzy kapitan, pewnie na widok Twojego rzutu. Ale cóż, masz jeszcze chyba szansę na poprawę.

(Możesz przerzucać!)

Rkendor - 2011-04-29 08:27:46

(Więc proszę o przerzut :))

Dragenor - 2011-04-29 13:15:54

Trafiłeś kukłę prosto w lewą nogę. Ta zatrzęsła się od ciosu, skrzypiąc przy tym przeraźliwie. Oczy kapitan aż rozszerzyły się ze zdumienia, gdy dawała sygnał do zmiany...

Rkendor - 2011-04-29 19:17:33

Nekromanta zwrócił się w kierunku stołu i postanowił wziąść z niego jeden z noży.
Mroczny zważył w ręce broń, potem złapał za ostrze, przymierzył raz, przymierzył drugi, i rzucił w kierunku manekina. Nie za mocno i nie za lekko, tak by nóż wbił się w korpus kukły.

Dragenor - 2011-04-29 19:26:35

I tu chybiłeś mimo narastającego skupienia, zaś kapitan niemalże w tym samym momencie ogłosiła koniec. Gestami, oczywiście. Następnie wskazała wam stanowisko łuczników, abyście co prędzej przeszli na nie.

Rkendor - 2011-04-30 09:53:33

"Nie jest źle. Trzy razy trafione, trzy razy nie"
Mroczny wraz z innymi poszedł w kierunku stanowiska łuczników.

Dragenor - 2011-04-30 19:23:11

Tam czekała na was druga kapitan, która, odesławszy swych poprzednich podopiecznych do stanowiska z nożami, powitała was tymi słowami:
- Tam są stojaki, weźcie sobie z nich łuki i strzały. Dam wam czasu na jakieś... sześć strzałów. No, do roboty! - i podeszła do słomianych tarcz, w których wymalowano 10 czarnych pierścieni, i, oczywista, sam środek, którego jednak nikomu się nie udało osiągnąć, po czym wyjęła z nich te strzały, które miały szansę trafić, choć tych, niestety, było niewiele.

Rkendor - 2011-04-30 20:18:27

"Skąd tu tyle kobiet" - zastanawiał się nekromanta, podchodząc jednocześnie do stojaków.
"Żadnych kusz? Same łuki? Może to i dobrze, łuk to chyba ogarnę, hehe."
Mroczny wziął do ręki jeden z łuków, po czym obejrzał go, naciągnął cięciwę.
"Trzeba sprawdzić, czy to cholerstwo się nie rozwali..."

Dragenor - 2011-04-30 21:15:04

Łuk wyglądał na porządny i, co najważniejsze, odpowiednio giętki, choć nie byłeś w stanie stwierdzić, z jakiego drewna go wykonano. Kołczany ze strzałami leżały obok, oparte o nogi stojaka. W międzyczasie stwierdziłeś, że kusze to jednak zbyt wiele dla takich kadetów, jak wy. Prędzej się pozbijacie, nim traficie w którąkolwiek z tarcz. Zapewne tak myśleli dowódcy...

Rkendor - 2011-04-30 22:24:43

"Hm, ten łuk zdaje się być porządny..."
Po wybraniu łuku, Rkendor począł grzebać w najbliższym kołczanie. Starał się znaleźć sześć najlepszych strzał, przede wszystkim prostych. Gdy był już gotowy, stanął naprzeciwko tarczy. Ścisnął wtedy łuk lewą dłonią i uniósł go, a prawą złapał za koniec strzały, po czym naciągnął ją na cięciwę, opierając grot strzały o swoją lewą dłoń.
"Chyba tak to ma być..."
Nekromanta przymknął lewe oko, a po chwili wypuścił cięciwę, starając się trafić w środek tarczy, oczywiście.

Dragenor - 2011-04-30 22:55:55

Wypuściłeś strzałę, która pomknęła z sykiem wprost ku tarczy. Trafiłeś, choć niestety nie w środek, tylko w jeden z najbliższych mu okręgów. Kapitan cały czas obserwowała wasze postępy czujnym okiem.

Rkendor - 2011-05-01 19:13:40

"Cholera."
Nekromanta wziął kolejną strzałę.
"Mhm, ile stąd może być stóp do tarczy?"
Ponadto elf starał się zorientować, czy wieje jakiś drobny wiatr, oraz spróbował dojrzeć, ile dokładnie wypuszczona wcześniej strzała wylądowała od środka tarczy i  w jakim zeszła kierunku.

Dragenor - 2011-05-01 21:36:21

Nie wyczułeś w okolicy żadnych dziwnych wiatrów, może poza tymi, które sam produkowałeś po tym okropnym posiłku, i to już od jakiegoś czasu. Mogłeś mieć tylko nadzieję, że nie skończy się to jakimiś rewolucjami żołądkowymi... Odległość od tarczy oszacowałeś na jakieś 50 stóp, zaś strzała zeszła chyba lekko na prawo, wbijając się w 3 okrąg od końca, czyli pewno jakieś 5 cali od niego.

Rkendor - 2011-05-02 16:46:14

Rkendor poukładał na ziemi pozostałe cztery strzały, a piątą naciągnął na cięciwę.
"Cholerny brzuch... Oby mi tamten glut nie przeżarł flaków..."
"Hm, zeszła ta strzała trochę w prawo. Więc może jednak wiatr był jakiś, chociaż teraz żadnego nie czuję. Albo krzywe cholerstwo było. No cóż. To teraz trzeba trochę inaczej."
Nekromanta wcelował najpierw w środek tarczy, a potem w miejsce znajdujące się jakieś dwa cale powyżej środka i cztery cale na lewo od środka tarczy. Jednakże z odległości pięćdziesięciu stóp ocena nie była łatwa.
"Może teraz będzie lepiej."
Elf z całej siły naciągnął cięciwę, po czym wypuścił pocisk.

Dragenor - 2011-05-05 17:09:07

Druga już strzała pomknęła ku tarczy, wbijając się w nią z głośnym "pum", słyszalnym aż tutaj, wzbijając też przy tym niemałe tumany kurzu, jak i siana strzępy, które rozpoczęły swą powolną wędrówkę w powietrzu, aby wreszcie dotrzeć do swej upragnionej przystani, będącej niczym innym, a kamienną posadzką, na której właśnie stałeś. Dobrze, że nie szklaną... Tymczasem, nim one w ogóle jej dotknęły, zdołałeś dojrzeć wyraz niejakiego zdumienia na widok tego, jak znów trafiłeś, a to na twarzy kapitan Hendregardy, mimo, iż strzała wbiła się w jeden z zewnętrznych kręgów.

Rkendor - 2011-05-05 20:59:03

"Zdumienie? To co będzie, jak ta oto strzała wyląduje tam oto pośrodku tej tarczy. I to jest jasne jak cholera, że tam wreszcie trafię..."
Rkendor wziął kolejną strzałę do ręki.
"Krzywa! Na pewno! Zaraz wyszukam, w którym miejscu spartaczyli..."
Nekromanta usilnie zaczął oglądać trzymany w ręku pocisk. Kątem oka obserwował też innych rekrutów. Chciał się przekonać, jak strzelanie z łuku wychodzi towarzyszom niedoli.
"A może jakiś błąd popełniam, przy tym strzelaniu? Trzeba zobaczyć, co tam inni porabiają."

Dragenor - 2011-05-06 07:19:43

Strzała wydawała się prosta, bez skaz, ale żeby to stwierdzić, i czy aby na pewno, musiałbyś być co najmniej jakimś znawcą... Innym szło tymczasem o wiele gorzej (tu ku Twojemu rosnącemu zadowoleniu, ale też bólowi brzucha, który coraz to częściej dawał się we znaki), bowiem tylko jednemu z pozostałej trójki udało się dotąd trafić, i na pewno nie było to w sam środek tarczy, rzekłbyś raczej, że o całe mile od niego.

Rkendor - 2011-05-06 14:24:49

"Nie jest źle, nie jest źle... no, to próbujemy dalej."
Nekromanta naciągnął uprzednio wybraną strzałę na cięciwę, następnie wcelował w miejsce znajdujące się cal nad środkiem tarczy.
"Ciekawe, który okrąg będzie teraz. Mam nadzieję, że lepszy niż wcześniejsze..."

Dragenor - 2011-05-06 21:55:18

Trochę się nie skupiłeś tym razem, bo mimo, iż trafiłeś, to jednak nie w sam środek, jak chciałeś, a dość daleko od niego, na jednym z zewnętrznych okręgów. Znowu... Nadal jednak pozostałeś oczkiem w głowie pani kapitan, jako że żaden z pozostałych dotąd nie trafił, no, może poza jednym szczęśliwcem. Widziałeś ich wściekłe, choć też i zdeterminowane twarze, wpatrujące się teraz tępo w ich tarcze, w sam środek, tak, jakby mieli trafić tam wzrokiem, a nie strzałą, choć to drugie niezbyt im wychodziło, także i tym razem. Ale jeszcze połowa przed wami, więc kto wie, kto wie. Fortuna zmienną jest, raz sprzyja kotku goniącemu myszkę, a raz myszce, goniącej kotka. A raz przyjdzie piesek i wszystkich zje...

Rkendor - 2011-05-07 10:06:48

"Hmmm... w którym kierunku od środka tarczy zeszła tym razem ta strzała?" - zastanowił się nekromanta, wychylając się przy tym nieco, by móc to ocenić. Jednocześnie śmiał się w myślach z otaczających go nieudaczników.
"Miny krzywią, jakby zeżarli wiadro zepsutego bigosu, ha ha"
Po czym mroczny przypomniał sobie, że sam nie tak znowu dawno zjadł coś podobnego...

Dragenor - 2011-05-07 11:15:26

Tym razem poszła w górę, w górną część tarczy. I znów ból brzucha dał znać o sobie, choć udało Ci się powstrzymać wymioty...

Rkendor - 2011-05-07 15:06:30

"Czyli nie ma co kombinować."
Nekromanta podniósł kolejną strzałę i naciągnął cięciwę najmocniej jak się dało, następnie wypuścił strzałę, mierząc w sam środek tarczy. Starał się nie przejmować bólem brzucha.

Dragenor - 2011-05-07 16:54:12

Chyba zrobiłeś to nieco za mocno, bo strzała pomknęła o wiele za daleko, niż było to potrzebne, o głowę mijając najwyższy włosek tarczy, i o włos mijając głowę jakiegoś pachołka, który posłał w Twoją stronę kilka wymyślnych przekleństw, i odszedł gdzieś dalej wygrażając Ci pięścią.

(Możesz przerzucać!)

Rkendor - 2011-05-11 14:40:23

( Więc chcę przerzutu. )

Dragenor - 2011-05-11 15:00:06

Strzeliłeś tuż obok środka, rzekłbyś milimetry Cię od niego dzieliły. Kapitan spojrzała na Ciebie co najmniej tak, jakbyś był różowym słoniem w niebieskich, puchatych łapciach, z trąbką w ustach i na bicyklu. A może tak, jakbyś właśnie pokonał samego Hairisa? Kto wie, kto wie, w każdym razie podobało jej się to, co właśnie robiłeś, i jak to robiłeś. W ogóle jakoś tak dziwnie na Ciebie patrzyła...

Rkendor - 2011-05-14 21:01:41

Nekromanta na mgnienie spojrzał w kierunku owej kapitan.
Potem zaś wziął kolejną strzałę.
"To już chyba ostatnia szansa" - zamyślał Rkendor mierząc w środek tarczy, podobnie jak wcześniej.
"Niewiele zabrakło, może teraz się uda"

Dragenor - 2011-05-14 21:49:45

Tym razem zabrakło dużo, dużo więcej do celu. Strzała pomknęła gdzieś dalej, dalej, niżbyś tego chciał. Mogłeś mieć tylko nadzieję, że nikogo tam nie uszkodziła... Kapitan nadal jednak końca nie zarządziła, i nijak nieporuszona Twoją pierwszą porażką nadal obserwowała głównie Twoje postępy.

Rkendor - 2011-05-14 22:22:27

"To nie powinien być już koniec tych ćwiczeń?"
Rkendor znów tak samo jak wcześniej przycelował w środek tarczy, czy raczej w jego okolicę, jednak nie naciągnął tym razem tak mocno cięciwy. Starał się też mocniej skupić, a to by znowu nie odwalić takiej fuszerki. Mierzył teraz uważniej i dłużej niż wcześniej.

Dragenor - 2011-05-14 22:51:26

I chyba to się właśnie Tobie opłaciło. Nie, chwila... Chyba? Całkowicie, przecież trafiłeś w sam środek! Kapitan wprost opadła szczęka ze zdumienia, podobnie, jak i Tobie. Mało tego... pozostali również wpatrywali się jak zmrożeniu w tą jedna, jedyną strzałę, która wbiła się na swoje miejsce, jakby stale upewniając się, czy na pewno dobrze widzą. Kilku nawet przetarło z niedowierzania oczy... I to był koniec, koniec tych zawodów. Zawodów, które wygrałeś Ty.

Otrzymujesz nową rangę (zręczności):
-Strzelec wyborowy (+1 przy testach zręczności)

Rkendor - 2011-05-15 20:03:13

"Udało się..."
Rkendor wpatrywał się w tarczę przez kilka mgnień. Był zdziwiony tym nagłym sukcesem. Wprawdzie wmawiał sobie wcześniej, że uda mu się ta sztuka, ale w głębi duszy nie liczył zbytnio na to, iż mu się powiedzie.
"No ładnie, ładnie. Na sam koniec. Oto idealne przypieczętowanie moich wyników."
Nekromanta starał się zachować kamienny wyraz twarzy.
"Strzelanie z łuku to jednak strzelanie z łuku, a nie rzucanie klątw. Nie ma co się przesadnie tym cieszyć, jakby było to coś bardzo ważnego. A nawet jakby było, to nie w tym miejscu. Nie w tym miejscu. Jeszcze zapomnę, że mnie tu zatargano siłą. A poza tym co to zmieniło w mojej obecnej sytuacji."
Mroczny powiódł wzrokiem po twarzach otaczających go istot. Po rekrutach wpatrujących się tępo w środek tarczy i nadzianą weń strzałę. Po sylwetce owej kapitan. Na koniec po murach tej... twierdzy?
"To się nazywa mieć pecha. Jestem tu tylko dlatego, że okpiło mnie jakieś demoniczne monstrum, którego istnienie można by... można było włożyć między bajki. Ile potrwa to... szkolenie. Jakie dokładnie wydarzenia nastąpią, gdy się skończy..." Rkendor wciąż rozglądał się dookoła zastanawiając się, czy nie rzucić kilku złośliwych słów w stronę otaczających go strzelców. Wyglądali dość komicznie...
Na koniec zaś spojrzał ukradkiem, nieco nienawistnie w kierunku swojej szaty.

Dragenor - 2011-05-18 17:29:47

Kapitan jakby to zauważyła, gdyż rzekła:
- Z każdym strzałem jesteś coraz bliżej jej zdjęcia... - robiąc to jednak na tyle cicho i na tyle zbliżywszy się do Ciebie, abyś tylko Ty mógł być tych słów adresatem. Po chwili dodała "nieco" głośniej:
- Więc oto mamy zwycięzcę! Tak, musicie wiedzieć, że to, w czym przed chwilą uczestniczyliście, nie działo się przez jakiś tam zwykły przypadek, o nie! Miało bowiem na celu wyłonienie najlepszych z najlepszych, w danej, oczywista, dziedzinie. Z tej grupy tylko jeden wyróżnił się aż taką celnością w swych strzałach, i cóż... Nie jest to bynajmniej jedyny, który dołączy do owych elit, o nie... Jest jeszcze ktoś, kto mimo, iż może nie strzelał tak celnie, to jednak też trafił raz w środek, a i wiele razy w samą tarczę po prostu. No, dosyć tego gadania. Wy dwaj, za mną. - wskazała na Ciebie, i na jakiegoś niezłego mięśniaka, który był zapewne "tym drugim". - Pozostali, poczekajcie tu na kogoś, kto się wami zajmie. - rzuciła jeszcze.

www.transport.pun.pl www.humanijapko.pun.pl www.sghdelphi.pun.pl www.atom-scans.pun.pl www.vogelsang.pun.pl