Koszary są zewsząd otoczone suchym, nieprzyjaznym stepem, jakich wiele w Allandornie. Tu zwykle szkoli się młodych adeptów, aby "wyrośli" oni na dobrych, krzepkich wojaków. Dbają o to liczni kapitanowie, sprawujący nad nimi swą niezwykle "troskliwą" pieczę.
Offline
Obieżyświat
Zacząłem biegać wokół palisady ja rozkazano. Biegłem truchtem aby zbytnio się nie zmęczyć.
Offline
-Na pierwszego czeka niemała nagroda!- usłyszałeś jeszcze w chwili, gdy ruszyłeś truchtem wokół palisady. Niestety, już w połowie pierwszego okrążenia dopadła Cię kolka, zmuszając do postoju. Inni pobiegli dalej, nawet nie zwracając na Ciebie uwagi. Trzeba się spieszyć!
Offline
Obieżyświat
Pierdole kolkę i biegnę jak najszybciej po nagrodę.
Offline
Ruszyłeś dalej, z początku powoli, niczym spasiony krasnolud, potem jednak kolka odpuściła, a Ty wystrzeliłeś do przodu, zaraz też zrównałeś się ze swoimi towarzyszami. Kilku nawet zostało z tyłu! Kątem oka zauważyłeś, że to już drugie okrążenie. Słońce na szczęście już zaszło, nadal jednak panował gorąc. Pot lał się z ciebie wiadrami...
Offline
Obieżyświat
Nie miałem niestety wiader więc nie miałem jak nabrać potu. Nie zwracając na to uwagi biegłem dalej starając się biec jak najszybciej myśląc o nagrodzie.
Offline
A wiadra przydałyby się, oj przydały, bo i potu wciąż przybywało. Jednak, jak się wkrótce okazało, nie był to wysiłek na marne. Pozostali już zaczęli zostawać w tyle, a to dopiero połowa drogi!
Offline
Obieżyświat
Kontrolowałem oddech i tempo tak aby się nie zmęczyć i nie dopuścić innym mnie wyprzedzić.
Offline
Mimo Twych wzmożonych wysiłków inni dogonili Cię, a stało się to gdzieś tak na początku trzeciego okrążenia, które właśnie się rozpoczęło. Czułeś, jak adrenalina pulsuje w Twoich żyłach, jak woła do działania. "Wyprzedź ich, musisz!" mówił cienki głos w Twojej głowie.
Offline
Obieżyświat
Biegłem tylko trochę szybciej od nich aby tylko odrobinę ich wyprzedzać, w ostatnim momencie muszę przyspieszyć.
Offline
Dystans, jaki dzielił Cię od pozostałych, powoli się zwiększał. Kilku Twoich towarzyszy musiało przystanąć, aby złapać oddech. Sądząc po ich minach, kolka również i ich nie oszczędzała. Tymczasem Ty byłeś już w samej czołówce!
Offline
Obieżyświat
Starałem utrzymać prowadzenie co było trudne w moim stanie.
Offline
Trzecie, ostatnie już okrążenie miało się ku końcowi, a Ty, o dziwo, przyspieszyłeś. Przed sobą jednak ujrzałeś plecy jednego z biegnących. Mężczyzna ten biegł równym, dość szybkim tempem, i jakby tego było mało, ani myślał zwolnić. Dzieliły Cię od niego jakieś marne dwa metry, a meta przecież tuż-tuż!
Offline
Obieżyświat
Przyspieszam jakby psy za mną spuścili i staram się go wyprzedzić.
Offline
Zrównałeś się ze swoim przeciwnikiem, biegliście teraz łeb w łeb! Jeszcze tylko kilka metrów i... Udało się! Byłeś pierwszy! Twoim oponenci, zdyszani i spoceni (podobnie zresztą jak i Ty), zaraz też dopadli mety, i teraz wodzili wokoło nieprzyjaznym wzrokiem, szukając nim zwycięzcy. Ten, który był najbliżej wygranej, spojrzał na Ciebie spode łba, jakby mówiąc "spotkamy się później". Tymczasem kapitan Jorgen, stojący nieopodal, już szedł w Twoją stronę, choć równie dobrze można by powiedzieć, że wielki, czerwony odyniec rozpoczął swą morderczą szarżę na Ciebie...
-No, to kto był pierwszy? Przyznać mi się, ale już!-tu kilku wskazało na Ciebie.-Tyś był najszybszy ze wszystkich? Dobrze więc. Doceniam Twój wysiłek, mimo, iż w obliczu wroga pewnie i tak byłby on niczym. Nie czeka Cię teraz nagroda, o nie... Ale wiedz, że otrzymałeś szansę. Oto bowiem otwarła się teraz przed tobą nowa możliwość - wstąpienia do elitarnego oddziału zwiadowców, szybkich jak burza, kryjących się jak nocne cienie... Sam teraz zdecyduj, jak chcesz się przysłużyć armii. Jeżeli nie możesz powziąć decyzji już teraz, to wiedz, że masz czas do jutra. No, a teraz wymarsz, psy!-zwrócił się już do ogółu kapitan swym normalnym, ryczącym tonem. Księżyc już świecił, była już ciemna noc. Wzdrygnąłeś się z zimna...
Offline
Obieżyświat
Z uśmiechem na twarzy podążyłem za moim oddziałem, lecz nie mogłem jeszcze podjąć tak ważnej decyzji.
Offline
Szedłeś tak chwilę w milczeniu. W końcu Twoim oczom ukazał się pamiętny namiot, w którym przyjdzie Ci spędzić jeszcze wiele takich dni. Chociaż kto wie...
-Stać!-warknął kapitan, wyrywając Cię z odrętwienia. W świetle pochodni, którą trzymał, jego twarz wydawała Ci się jeszcze bardziej czerwona, a jego oczy były jakby oczami szaleńca...
Offline
Obieżyświat
Stanąłem zgodnie z poleceniem człowieka który w tym świetle wyglądał na szaleńca.
Offline
(Na przyszłość: stawiamy przecinek przed "który, która, które" ;p)
-Teraz udacie się na spoczynek, aby jutro z rana kontynuować swe szkolenie. Zabrania się wszczynania burd i tym podobnym, dodatkowo dla ochłodzenia waszych młodzieńczych zapałów powiem, że przed namiotem przez całą noc będzie stało dwóch strażników, pilnujących porządku w tej dziurze.-usłyszałeś. Kapitan splunął i dodał jeszcze:
-No, do łóżek, psy!
Offline
Obieżyświat
Zasalutowałem i udałem się na spoczynek ni mogąc się doczekać co jutro się stanie. Miałem nieodparte wrażenie że jeszcze dziś coś mnie zaskoczy.
Offline
Wrażenie to minęło w chwili, gdy wszyscy położyliście się spać. Noc była spokojna, czasem tylko jakaś mysz pisnęła nieopodal, albo sowa zahukała dumnie wśród nocy. Powoli traciłeś kontakt z rzeczywistością, a powieki same Ci się zamykały. W końcu też zasnąłeś. Śnił Ci się kapitan Jorgen, już po tym, jak wygrałeś wyścig. Szedł on ku Tobie cały rozpromieniony, aby przynieść Ci zaraz taką oto wieść:
-Tyś jest zwycięzca?-odczekał chwilę dla nadania słowom odpowiedniego efektu, po czym dobył miecza i kontynuował:
-Więc teraz szykuj się na śmierć, buhahaahahahahahahahaha!-usłyszałeś jeszcze tylko swój własny krzyk, po czym sen się skończył. Zaraz... Przecież Ty nadal słyszysz, jak ktoś krzyczy, jakby go zarzynali! Tam, na zewnątrz... Ale czy to możliwe?
(Ale zjebany sen xD)
Offline
Obieżyświat
Zwarzając na to iż nie wolno nam wychodzić z namiotu wychylam tylko głowę aby zobaczyć co się dzieje.
Offline
Na zewnątrz ujrzałeś grupę ludzi, stłoczoną nad czymś leżącym na ziemi, zapewne ciałem, o czym dobitnie przekonałeś się, gdy ujrzałeś sporą kałużę krwi, w której stali. Nie wyglądało to za dobrze... Kątem oka wyłapałeś, jak kilku Twoich towarzyszy również gramoli się z posłania, aby móc przyjrzeć się scence.
-Zabili! Zabili go!-usłyszałeś.-Kapitan Jorgen nie żyje!
Offline
Obieżyświat
-Kurwa, nieeeeeee!- krzyknąłem jakby pod nosem gdyż już zaczynałem lubić tego człowieka a poza tym chciałem już wstąpić do tych zwiadowców, kto mnie teraz przyjmie?
Offline
Odpowiedź na to pytanie nadeszła wkrótce, gdy jeden z ludzi zauważył, jak wyglądasz z namiotu.
-Ty tam, szeregowy. Podejdź no tutaj.-powiedział tamten. Nie widziałeś jego twarzy w ciemnościach, jednak po głosie poznałeś, że jest on raczej spokojnym człekiem, co byłoby miłą odmianą po katorgach z Twoim byłym dowódcą. Chociaż o zmarłych nie mówi się źle...
Offline
Obieżyświat
Nie mówi się źle o zmarłych jednak człowiek proszący mnie o pomoc wyglądał na łagodnego w przeciwieństwie do kapitana Jorgena, mi podobało się jego kapitańskie podejście. Po tych rozmyślaniach Wysunąłem nie tylko głowę ale za nią zaczęła wyłaniać się reszta ciała. Podszedłem do owego jegomościa i powiedziałem:
-Gotowy na rozkazy.-
Offline
-Tyś szeregowy wygrał ten wyścig, co się odbył dniem wczorajszym?-teraz ujrzałeś jego twarz. Smukłą
i pociągłą, przez co trochę przypominał Ci elfa. Kto wie, może ten człowiek ma w sobie domieszkę krwi Starszego Ludu?
Offline
Obieżyświat
-Tak to ja.- stwierdziłem dumnie unosząc głowę.
Offline
Kątem oka dostrzegłeś zmasakrowane ciało kapitana i zaraz zrobiło Ci się niedobrze. Chociaż nie takie widoki będzie Ci jeszcze dane ujrzeć...
-Słuchaj więc. Poinformowano mnie o Twoim zwycięstwie... O tak, kapitan był do końca swego życia wierny ojczyźnie, nawet na łożu śmierci pamiętał o swych obowiązkach. Wielka strata, bo był to zacny, choć momentami dość porywczy...-tu urwał na chwilę, mając na sobie nieprzychylne spojrzenia wszystkich tutaj zebranych-Człowiek. Dobrze, wracajmy do tematu. Dostałeś możliwość dołączenia do mojego oddziału. Wiedz, że nie jesteśmy zwykłymi zwiadowcami. To nie jest jedyne nasze zadanie...-przy ostatnich swych słowach ściszył nieco głos-Jednak o innych, mniej znanych ogółowi celach naszej misji, dowiesz się dopiero wtedy, gdy wstąpisz w nasze szeregi. Więc jak? Jaka będzie twa decyzja?
Offline
Obieżyświat
-Z zaszczytem zgadzam się wstąpić w szeregi tej zacnej jednostki.- powiedziałem to z dumą, wypinając pierś.
Offline
-Zaszczyt to ty okażesz, wykonując dla nas pewne zadanie, związane ni mniej, ni więcej, a ze sprawą tegoż zabójstwa. Potraktuj to jako chrzest bojowy, bowiem pewien jestem, że w przyszłości będą cię czekały o wiele gorsze sprawy... Nie chcemy, abyś się zawiódł, gdy poznasz prawdziwe cele naszego działania. Odtąd masz pełne prawo poruszać się po terenie Koszar, w całym jego zakresie. A, właśnie. Zgłoś się jeszcze do Królewskich Zbrojowni, tam otrzymasz niezbędne do wykonania misji uzbrojenie. Tylko pamiętaj, aby wspomnieć, że przysyła cię kapitan Felix. Wiedz, że odtąd jestem twoim dowódcą. Baaczność!-usłyszałeś.
Offline
Obieżyświat
Stanąłem na baczność, poczekałem aż Felix odejdzie i udałem się do królewskich zbrojowni.
Offline
Jednak nim to zrobiłeś, usłyszałeś jeszcze dwie rzeczy, a ujrzałeś jedną. Mianowicie - zaraz po tym, jak Twój nowy dowódca wspomniał, abyś się stawił do niego potem, jak już zdobędziesz swój niezbędny rynsztunek, Ty usłyszałeś jakiś dziwny, obłąkańczy wręcz śmiech, niemal identyczny, jak rżenie "tamtego" kapitana ze snu. Do tego jeszcze coś dziwnego rzuciło Ci się w oczy - oto bowiem od ciała, które miało wielką, niesymetryczną dziurę w okolicy brzucha, odchodziła dziwna, krwawa smuga, jak by coś tam... Pełzło? Obie te rzeczy, zarówno śmiech, jak i ten niezwykły ślad - prowadziły Cię do jakiegoś skrytego w cieniu zaułka, gdzieś między dwoma, niskimi budynkami, prawdopodobnie będącymi kuchnią i magazynem żywności...
Offline
Obieżyświat
Udałem się do owego ciemnego pomieszczenia szukając źródła śmiechu. Uznałem że nie ma prawa tu żyć nic czego bym nie pokonał moimi silnymi rękami.
Offline
(Używaj interpunkcji.)
Ruszyłeś w stronę owego ZAUŁKA. Niestety, w pewnym miejscu krwawy ślad się urywał, choć ten dziwny, lekko obłąkańczy chichot był nadal słyszalny. Wtem coś wewnątrz zaułka poruszyło się, a Ty omal nie podskoczyłeś, gdy usłyszałeś następujące słowa:
-Wyy... Wszyssscy sssginiecie... Przekaż ssswoim, że juss niedługo cienie rossspoczną ssswe morrrdercze pląsssy...-na wpół wysyczała, na wpół wycharczała istota, która się tam kryła...
Offline
Obieżyświat
-Dobra przekażę im to a ty przestań tak ssssssssstarsnie seplenić!- odpowiedziałem syczącej postaci i rozpocząłem poszukiwania tej niedorozwiniętej postaci.
Offline
Odpowiedziała Ci cisza i, o dziwo, zrobiła to bez ssseplenienia. Cokolwiek to było, teraz już wybyło.
Offline
Obieżyświat
W luźnej postawie i z uśmiechem na ustach udałem się w podskokach do zbrojowni po mój ekwipunek.
Offline
Obieżyświat
Wchodząc w obręb tych baraków przypomniałem sobie ciało kapitana Jorgena, był wspaniałym człowiekiem, muszę go pomścić. Udałem się do owego pomieszczenia gdzie słyszałem głos z ciemności.
Offline
(Zaułek to nie pomieszczenie, ile razy mam mówić...)
Wkroczyłeś do części obozowej, oświetlanej już nie blaskiem pochodni, a słońca, bowiem nastał już ranek. Koszary powoli budziły się do życia, powoli zaczęła się zwyczajowa krzątanina. Poczułeś, jak boli Cię głowa. Nie było Ci dane się wyspać tej nocy... Wszedłeś do pamiętnego zaułka. Ślady krwi były nadal widoczne, spostrzegłeś też, że coś musiało tu pełznąć, a to przez podłużne ślady na piachu. Tamtej istoty już tam nie było, jeno kilka większych beczek i jakieś worki, prawdopodobnie z mąką. Wtem usłyszałeś czyjś głos zza pleców:
-Hej, ty! Chodź tu na chwilę.-poznałeś po głosie, że to kapitan Felix.
Offline
Obieżyświat
Udałem się w podskokach do kapitana Felixa mówiąc:
-Melduję się na służbie.
Offline
-Słuchaj więc, żołnierzu.-nowy kapitan zmierzył Cię surowym wzrokiem-Widzę, żeś już zdobył odpowiednie uzbrojenie. Czas więc, abyśmy zaczęli Twą misję. Po pierwsze. Kapitan został zaatakowany około drugiej w nocy, znaleziono go z kolei około kwadrans później. Po kolejnym kwadransie, tutejszy lekarz stwierdził zatrzymanie akcji serca. Umarł, jednak przed śmiercią dowiedzieliśmy się jeszcze paru rzeczy. Bredził coś o tym, że to coś... wyszło z niego, że to nie był żaden atak. Wiesz, takie tam przedśmiertne majaki. Prawdą jest, że od jakiegoś czasu zachowywał się dość dziwnie, jednak nie brałbym tego na poważnie. Podejrzanych jak na razie brak, lecz teraz Ty wkroczyłeś do akcji, liczę więc na szybkie efekty. Zrozumiano?-dodał nieco głośniej.
Offline
Obieżyświat
Zatrzymałem jeszcze kapitana mówiąc:
-tuż po jego śmierci tam w ciemnym zaułku- powiedziałem wskazując na zaułek- jakiś syczący głos mówił do mnie "Wyy... Wszyssscy sssginiecie... Przekaż ssswoim, że juss niedługo cienie rossspoczną ssswe morrrdercze pląsssy..." i prowadzą tam ślady6 jakby coś pełzło. Nie wiem czy to coś pomoże ale miałem przekazać tą wiadomość moim ludziom i może kapitan coś wie?
Offline
-Co?!-kapitan oniemiał-Co ty, do cholery, bredzisz? Co? Jaki zaułek? Jakie głosy? Tego jest już za wiele... Miałeś NA POWAŻNIE zająć się tym śledztwem, sam przecie chciałeś do nas dołączyć, a bez tego - ani rusz. Liczę więc na szybką poprawę, chyba, że chcesz - jak to mówią ostatnio na mieście - "wylecieć na zbity pysk". Jak tak dalej pójdzie, to osobiście się postaram, aby był on zbity... No, do roboty, co się, kurwa, opierdalasz!-a może jednak Jorgen był całkiem miłym człowiekiem...
Offline
Obieżyświat
Zasalutowałem na pożegnanie do kapitana Felixa:
- Obiecuję poprawę i udaję się aby dowiedzieć się czegoś więcej za pozwoleniem szanownego kapitana.-
Mówiłem to bez żadnych uczuć na twarzy, ale czułem żal że mój kapitan nie wierzy mi.
Offline
-Odmaszerować!-odwarknął tylko kapitan, po czym sam zwrócił się w inną stronę. Po jego wzroku poznałeś, że nie bardzo Ci wierzył także w kwestii Twej nadchodzącej poprawy...
Offline
Obieżyświat
Wróciłem do zaułka aby przyjrzeć się tym śladom i poszukać poszlak.
Offline
Ślady wiły się tam i wiły, w końcu jednak zawróciły, kierując Cię w stronę jakiejś dziwnej, jakby wyrąbanej w ścianie dziury, o czym świadczyły rozsypane po okolicy drewniane wióry, znajdującej się tuż przy ziemi. Stwierdziłeś, że nie dasz rady się tam wcisnąć, choć coś Ci mówiło, że jest to ważna dla śledztwa poszlaka...
Offline
Obieżyświat
Wcisnąłem się przez dziurę do owego miejsca kierując się śladami owego wijącego się stworzenia.
Offline
Nie zdołałeś tego zrobić mimo, iż kombinowałeś jak tylko się dało. Dziura była po prostu za ciasna, przez co stwierdziłeś, że jedyne, co Ci już pozostało, to się w nią wczołgać... No cóż, nikt spoza zaułka na Ciebie teraz nie patrzył, nie było też chyba kapitana Felixa w pobliżu, o czym świadczyła ta niezwykła, zbawcza wręcz cisza, no, a w każdym razie codzienny, koszarowy gwar, w którym nie dało się jednak wyłapać jego charakterystycznych, krzykliwych nieco rozkazów, tak więc nic chyba nie stało na przeszkodzie, abyś to zrobił nie zwracając niczyjej uwagi...
Offline
Obieżyświat
Wczołgałem się do środka jak podpowiedział mi mój rozum.
Offline
W środku śmierdziało, pełno też było jakiegoś dziwnego, lepkiego śluzu, którym umazana była cała posadzka. Pełzłeś w tym wszystkim, a po chwili poznałeś, że musisz się znajdować w jakimś składzie żywności, a to przez liczne beczki i worki, te pierwsze stojące pod, te drugie zaś oparte o ścianę. Były tam też spore, okute żelazem drzwi. Aż podskoczyłeś, gdy te się uchyliły, a do środka wszedł jakiś nieznany Ci wyrostek, który wyraźnie czegoś szukał...
Offline
Obieżyświat
Ukryłem się za najbliższą beczką mając nadzieję że mnie nie zauważył.
Offline
Chłopak rozglądał się chwilę wokoło, jakby czegoś szukając, po chwili jednak obrócił się, i... serce omal nie podskoczyło Ci do gardła, gdy coś ciemnego spadło mu na plecy. Rozległ się dziki wizg, a po nim krzyk, i postać upadła martwa na ziemię. Spod niej poczęła wypływać ciemna plama krwi... Usłyszałeś kroki w oddali i zrozumiałeś, że ktoś tu idzie. Tymczasem istota, której sylwetka nadal była skryta w ciemnościach, zwróciła swój ohydny łeb w Twoją stronę.
- To tyyyyy... Zobassymy, jak poradzisss ssoobie, gdy jusss osskarzą cie o moldelsssstwo... - i nagle gdzieś znikła. Tymczasem drzwi, choć zatarasowane ciałem zabitego, poczęły się powoli uchylać...
- Otwierać! - dobiegło Cię z zewnątrz. Wyglądało na to, że stwór się nie mylił, a Ty wkrótce możesz mieć poważne kłopoty...
Offline
Obieżyświat
Uciekłem przez tą samą dziurę przez którą dostałem się do danego pomieszczenia, nie myśląc o konsekwencjach ucieczki z miejsca zbrodni.
Offline
Nie zdążyłeś. Kilku zbrojnych wdarło się z hukiem do środka, zaraz też dostrzeżono Cię, czy raczej Twoje nogi, wystające z dziury, bowiem reszta była już po drugiej stronie. Poczułeś, jak ogromna siła ciągnie Cię za nie z powrotem do tamtego pomieszczenia. Obrócono Cię brutalnie na plecy, a ktoś przysiadł na Tobie, wbijając swe kolano w klatkę piersiową, co znacznie utrudniło Ci oddychanie.
- Co tu się stało?! Gadaj, póki jeszcze możesz! - usłyszałeś.
Offline
Obieżyświat
-Jestem w oddziale zwiadowców, prowadzę śledztwo na temat zabójstwa kapitana Jorgena. Poszlaki doprowadziły mnie tutaj przez tą dziurę- wskazałem na wejście- Widziałem jak ktoś zabija go ale nie zdążyłem zareagować.-
Tak to powiedziałem chcąc się uratować.
Offline
- Jeżeli nie ty, to kto niby miałby to zrobić, hę?! Gadaj, skurwysynu, bo cię ze skóry obedrę! - wyryczał Ci w twarz tamten, parskając przy tym śliną.
Offline
Obieżyświat
Starając się nie zwracać uwagi na ślinę, odpowiedziałem:
-Jest tu zbyt ciemno abym mógł zobaczyć.-
Powiedziałem tak ponieważ małe jest szansa aby ktoś mi uwierzył w zabójstwo kapitana przez jakiegoś syczącego jegomościa.
Offline
- Zbyt ciemno? I to ma być odpowiedź?! Słuchajże, chłopie. Albo nam tu zaraz powiesz prawdę, albo... - przejechał sobie znacząco dwoma palcami po gardle.
Offline
Obieżyświat
-Nie przejeżdżaj mi tu dwoma palcami po gardle gdyż jest to groźba karalna. Chcę rozmawiać z kapitanem Felixem.- tak mu odpowiedziałem.
Offline
- Z kapitanem Felixem? Groźba karalna?! Ty? Ty mi grozisz karą?! Rozejrzyj się! Zamordowano człowieka! Żołnierza! I albo mi zaraz powiesz, kto to, do cholery, zrobił, albo, i to jeszcze nim słonko zdąży zajść, pogadasz ze swoim kapitanem z poziomu szubienicy!
(Tak sobie teraz patrzę po Twojej karcie postaci, i nie widzę, żebyś sobie wybrał jakieś akcje retoryczne, związane z Twoją profesją. Popraw to, jeśli łaska, zrób też link do KP w podpisie, najlepiej tak, jak to objaśniłem w Niezbędniku gracza.)
Offline